– Pewne wielkie banki zajmują monopolistyczną pozycję i tylko w nich można dostać pożyczkę. A jeśli ktoś zwraca się gdzie indziej, jest to bardzo skomplikowane – powiedział w wywiadzie dla państwowego radia premier Wen Jiabao. Choć szef rządu nie wymienił żadnych nazw, wiadomo, że chodzi o tzw. wielką czwórkę – Industrial and Commercial Bank of China, Bank of China, Agricultural Bank of China i China Construction Bank.

Zdaniem ekspertów wypowiedź szefa rządu to zapowiedź liberalizacji sektora finansowego. Szczególnie że – jak zauważa Bank Światowy – zmniejszenie udziału państwa w gospodarce jest konieczne, bo w przeciwnym razie Chiny nie będą się w stanie obronić przed skutkami kryzysu. W tym roku tempo wzrostu PKB wyniesie 8,4 proc., ale jak wylicza amerykański ośrodek analityczny Conference Board, w latach 2013 – 2016 rozwój gospodarczy nie przekroczy 6,6 proc. rocznie.

Prywatny kapitał jest niezbędny, by chińska gospodarka weszła na nowy etap rozwoju, oparty w większym stopniu na popycie wewnętrznym. Prywatne banki nie tylko obniżą ryzyko funkcjonowania systemu finansowego, ale też polepszą kredytowe warunki dla klientów. Brak łatwo dostępnych kredytów hamuje rozwój małych i średnich firm, które mają być motorem wzrostu. Często w tej sytuacji szukają pieniędzy na czarnym rynku, co zwiększa koszty i ryzyko. To zadanie chętnie jednak przejmie prywatny kapitał, szczególnie ten z zagranicy. W poniedziałek rząd w Pekinie zniósł wiele ograniczeń w tym zakresie. Teraz zagraniczne instytucje mają prawo zainwestować w Chinach do 80 mld dolarów rocznie, zamiast dotychczasowych 30.