Negocjacje umowy międzyrządowej powołującej unię fiskalną nie wystawiają dobrej oceny polskiej dyplomacji. Błędem była zgoda rządu Donalda Tuska, by strefa euro dwa razy do roku we własnym gronie załatwiała swoje problemy. Niekorzystne dla nas są kolejne projekty umowy, w których zasada dwóch Unii jest zachowana.
Przez ponad miesiąc rząd podtrzymywał iluzję, że projekt Europy zaproponowany przez Niemcy i Francję da się dopasować do interesów Polski. Im bliżej zaplanowanego na koniec stycznia szczytu unijnego, na którym umowa międzyrządowa ma zostać oficjalnie zaprezentowana, tym bardziej widać mielizny niemieckiej Europy. Mielizny, których nie potrafiliśmy ominąć. Przystąpiliśmy do rozmów o porozumieniu, które dla ratowania euro ma znaczenie minimalne. Niezbędne jest za to do przebudowy instytucji UE i zmiany procesu decyzyjnego w Europie po myśli Berlina i Paryża.
Wróćmy jednak do praprzyczyny dzisiejszej konfuzji. 9 grudnia na szczycie UE uzgodniono, że zostanie wprowadzona „procedura omawiania i koordynowania na szczeblu strefy euro wszystkich głównych reform polityki gospodarczej planowanych przez państwa strefy (...); szczyty strefy euro będą odbywały się regularnie, co najmniej dwa razy do roku”. Potwierdzono w ten sposób wcześniejsze postanowienia szczytu UE z października 2011 r.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.