- Czy frank pozostanie najmocniejszą walutą świata nawet wówczas, gdy Szwajcaria wpadnie w recesję? Taki scenariusz wydaje się absurdalny, ale jest możliwy - pisze Stanisław Koczot.
Wyobraźmy sobie opustoszały Zurych, którego mieszkańcy wyjechali za granicę, bo życie w mieście stało się zbyt kosztowne, kurorty nad Jeziorem Genewskim wyludnione z powodu absurdalnie wysokich cen. Albo gospodarkę w stanie zapaści, ponieważ jej produkty stały się niekonkurencyjne, by można je było sprzedać za granicą. Można wyobrazić sobie tłumy Szwajcarów na zakupach w sąsiednich krajach, i zamknięte na głucho markety w Bernie. Wszystko to jest możliwe, skoro cały świat pracuje nad tym, by frank był potężny.
Najciekawsze, że inwestorzy prawie w ogóle nie przejmują się tym, iż Szwajcarii nie służy mocna waluta. Zresztą tak naprawdę czym się tu przejmować, skoro gdzie indziej jest gorzej – we Francji, w Niemczech, nie wspominając o Hiszpanii czy o Włoszech i Portugalii. Skoro cała Europa ma kłopoty, nawet lekko gnijący frank to skarb w porównaniu z nieświeżym euro.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.