Po czterech miesiącach tego roku ich obroty wystrzeliły aż do 5 mln zł, nie licząc sprzedaży paliw – wynika z informacji „DGP”. To o 87 proc. więcej niż rok wcześniej. W całym 2010 roku obroty przystacyjnych sklepików Intermarche sięgnęły około 11 mln zł.

Intermarche jako pierwsza sieć w Polsce otworzyła na swoich przysklepowych stacjach benzynowych mniejsze markety. Pomysł na tzw. sklep przy sklepie okazał się strzałem w dziesiątkę.

Dlaczego? Bo klienci chętnie korzystają ze sklepów, które są czynne całą dobę, również w święta, gdy obowiązuje zakaz handlu w placówkach wielkopowierzchniowych. Poza tym kierowcy mogą zrobić zakupy przy okazji tankowania. Jak twierdzi Aleksander Hołoga, odpowiedzialny za sieć stacji Intermarche, kierowcy nie muszą iść na zakupy do pobliskiego marketu, bo asortyment na stacji jest bardzo bogaty, obejmuje 900 produktów. Główną zachętą są jednak ceny. – Tradycyjne przystacyjne sklepy mają wysokie marże na produktach pozapaliwowych. My mamy dziś najtańszą ofertę, bo ceny produktów w sklepie na stacji są takie same jak w markecie obok – mówi.

Bartłomiej Tarłowski z Grupy Muszkieterów, do której należy sieć Intermarche, wyjaśnia, że w przystacyjnych sklepach najlepiej sprzedają się alkohol, słodycze oraz papierosy. – Wiele transakcji to doładowania telefonów – dodaje. Intermarche chce zwiększyć obroty swych stacji, rozszerzając m.in. ofertę szybkich przekąsek i wprowadzając karty lojalnościowe.

Sieć ma 32 stacje przymarketowe. Na każdej z nich można kupić np. papierosy, płyn do spryskiwaczy czy gumę do żucia, ale tylko 11 z nich ma sklepy z prawdziwego zdarzenia.

Takie obiekty uruchomiło też Tesco. Ma ich osiem (w sieci działa 27 stacji). – Oferują one około 800 produktów, m.in. napoje, słodycze, przekąski i drobne akcesoria samochodowe – wylicza Michał Sikora z biura prasowego Tesco.

Wcześniej sklepy na stacjach otwierały jedynie sieci paliwowe, np. Orlen, Lotos czy BP. Markety koncentrowały się na sprzedaży tanich benzyn i diesla, które miały zachęcić kierowców do zakupów w dużym sklepie.

Biznes paliwowy – jak twierdzi Sikora – jest nadal opłacalny, i to nawet przy rekordowych promocjach organizowanych przez sieć. W 2010 r. można było kupić benzynę taniej o 10 gr na litrze, a w tym – o 25 gr. Tesco i tak zarabia, bo dzięki obniżce cen paliw gwałtownie rośnie ich sprzedaż – w zeszłym roku liczba klientów na stacjach wzrosła aż o 30 proc.