W ubiegłym roku w Polsce sprzedano rowery za 420 mln zł, ale od lat rynek mocno się kurczy. I to we wszystkich kategoriach: produkcji, imporcie i sprzedaży. Przedstawiciele branży powszechnie narzekają na brak ścieżek rowerowych i pogodę. Jednak nie można nią tłumaczyć tak długotrwałego spadku sprzedaży, z jakim mamy do czynienia. Najwyraźniej rynek się nasycił.

Pośrednio przyznaje to Jan Zasada, prezes Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego. Jego zdaniem w Polsce, zwłaszcza na prowincji, rower kupuje się raz na trzydzieści lat, podczas gdy w Niemczech raz na sześć. Za jeden rower Polacy są skłonni zapłacić przeciętnie 700 zł. Kwota ta uwzględnia zarówno rowery dziecięce, znacznie tańsze, jak i te z profesjonalnym osprzętem za 2 tys. zł.

Poszczególne firmy argumentują, że mimo spadku wolumenu sprzedaży rośnie ich wartość. – Arkus & Romet notuje kilkuprocentowy roczny wzrost obrotów – mówi prezes zarządu Arkus & Romet Group Wiesław Grzyb. Spadkobierca peerelowskiego producenta należy obok Krossa do najbardziej rozpoznawalnych marek. Kross nie chce podawać wyników finansowych.

Bolączką producentów są także malejące przychody z serwisu i ze sprzedaży części zamiennych oraz kulejący eksport. Życia nie ułatwiają im także dynamiczne kursy walut. Euro za sprzedany towar zamieniane jest na dolary, którymi firmy płacą za sprowadzone nawet w 60 proc. z Chin podzespoły. Im słabsze euro, tym gorzej dla branży.

A w tej króluje kilku producentów, takich jak: Arkus & Romet, Kross, Unibike, Merida, Giant i Zasada Group. Łączny udział wymienionych firm w rynku szacowany jest na 75 proc.

Nadzieję na rozwój i większe zyski producenci upatrują w analogiach do rynku niemieckiego. – W przeliczeniu na liczbę ludności w Polsce powinno się sprzedawać rocznie 2 mln rowerów – mówi Zasada. Jednak przedstawiciele branży przyznają, że barierą jest poziom zamożności społeczeństwa.

Nie bez znaczenia dla rozwoju sektora pozostają również przepisy ruchu drogowego, do niedawna niegwarantujące miłośnikom dwóch kółek bezpieczeństwa. Według danych KGP w 2010 r. w co dziesiątym wypadku brał udział rowerzysta. Jeszcze gorzej wyglądamy na tle UE. Na drogach ginie u nas dwa razy więcej kierowców jednośladów niż w Unii.