W wielu zagranicznych kurortach inwestorzy uruchamiają zawieszone w ostatnich dwóch latach projekty centrów handlowych i rozrywkowych, które podnoszą wartość nieruchomości mieszkalnych. Na przykład w Bułgarii można liczyć nawet na 45-proc. zysk w skali pięciu lat. – Najlepszy zwrot z inwestycji będzie można uzyskać po mniej więcej 5 – 10 latach od zakupu mieszkania. Właśnie wtedy powinna zakończyć się rozbudowa infrastruktury miejskiej – tłumaczy Szymon Pawelczyk z firmy Shark Property specjalizującej się w sprzedaży nieruchomości nad Morzem Czarnym.

Bułgaria i Albania pozostają też ciągle najtańszymi krajami. Apartament w pierwszej linii brzegowej, o który już trudno w innych kurortach wakacyjnych w Europie, kosztuje około 900 euro za mkw. Czyli za mieszkanie o powierzchni 30 mkw. trzeba zapłacić około 27 tys. euro. Apartament oddalony od plaży, ale z widokiem na morze można już mieć za 17 tys. euro.

– Opłaca się też kupować apartamenty w Hiszpanii. Jest taniej nawet o 40 proc. w porównaniu z 2008 rokiem – tłumaczy Anna Chmielewska z Atlas International. Dodaje, że w Turcji właścicielem apartamentu o powierzchni 44 mkw. z jedną sypialnią i łazienką można się stać już za 33,9 tys. euro.

Niskie ceny przyciągają Polaków. – W zeszłym tygodniu sprzedaliśmy sześć apartamentów w Bułgarii, w tym realizujemy kolejne trzy umowy. W sumie w całym roku nabywców znajdzie ponad sto mieszkań – ocenia Pawelczyk.

Duży wpływ miało uruchomienie bezpośredniego połączenia lotniczego. Z samej Warszawy do Bułgarii samoloty latają cztery razy w tygodniu.

W tej chwili na zwrot z inwestycji nad Morzem Czarnym czeka się około 10 – 12 lat – rocznie z wynajmu można czerpać dochód rzędu 7 – 8 proc. wartości nieruchomości. W kolejnych latach może być lepiej, bo Bułgaria bardzo zyskała jako wakacyjny kierunek po zamieszkach nie tylko w Tunezji i Egipcie, ale też w Grecji. W Hiszpanii stopa zwrotu może sięgać 10 proc. w skali roku.

Ale nie tylko zyski są ważne przy wyborze lokalizacji wakacyjnego kurortu. Istotne są też koszty jego utrzymania.

– W Hiszpanii kształtują się one w przedziale 1000 – 1500 euro rocznie. W Turcji koszty nie przekraczają 500 euro rocznie – wyjaśnia Anna Chmielewska.

Za inwestycjami nad Morzem Czarnym przemawia ponadto przyjazne inwestorom prawo. – Uzyskanie pozwoleń na budowę zajmuje około stu dni, czyli trzy razy krócej niż w Polsce – przekonuje Pawelczyk.