Tegoroczny skok cen ropy może się okazać pocałunkiem śmierci dla rosyjskiej gospodarki. Nowa fala petrorubli odsunęła na dalszy plan potrzebę reformowania kraju, by uniezależnić się od surowców. Wraz ze spadkiem cen ropy Rosjanom grozi kolejna recesja – ostrzega misja MFW, która spędziła w Rosji ostatnie dwa tygodnie. – Obecna polityka władz jest niewystarczająco ambitna i skoordynowana – ocenił szef misji Juha Kahkonen.

MFW zaleca Kremlowi zmniejszenie deficytu w pozasurowcowych sektorach gospodarki z obecnych 11 proc. PKB do niespełna 5 proc. Doradza także podniesienie stóp procentowych, by zwalczyć rosnącą inflację (w tym roku ma ona wynieść ok. 8 proc). To właśnie galopujący wzrost cen znacznie wpływa na pogorszenie atrakcyjności inwestycyjnej Rosji, która z roku na rok spada w międzynarodowych rankingach. I choć prezydent Dmitrij Miedwiediew od ponad roku zachęca zagranicznych przedsiębiorców do inwestowania w Rosji, nasila się kierunek odwrotny. Od początku roku z kraju uciekło 35 mld dol., tyle co w całym ubiegłym roku. Po raz ostatni przypływ zagranicznego kapitału przewyższył odpływ w 2007 r. (ok. 80 mld dol.).

Jak wskazują rosyjscy ekonomiści, kolejną zmorą gospodarki są wysokie obciążenia socjalne budżetu. Rok przed wyborami prezydenckimi władze pompują na ten cel miliardy rubli. Jak oszacował rosyjski Alfa Bank, w ciągu ostatnich trzech lat wydatki na świadczenia socjalne wzrosły ponaddwukrotnie. Podczas gdy premier Władimir Putin podnosi emerytury, powiększając dziurę w funduszu emerytalnym, Miedwiediew rozdaje mieszkania socjalne i żąda obniżenia podatków dla biznesu. Tymczasem, jak zapewniał minister finansów Aleksiej Kudrin, same tylko ulgi podatkowe, z jakich korzystają rosyjskie firmy, kosztują budżet ok. 5 proc. PKB rocznie (czyli tyle, ile wynosił deficyt w kryzysowym 2009 r.).