W efekcie cały kwartał, który w opinii producentów zapowiadał duże wzrosty, zakończył się 2-proc. spadkiem sprzedaży. Pod względem wartości rynek zaledwie utrzymał poziom z 2010 r. Pomogły podwyżki cen urządzeń sięgające 3 – 5 proc.

Producenci obawiają się, że w kolejnych miesiącach będzie równie źle. Uważają, że 2011 r. może wręcz zakończyć się spadkiem. W 2010 roku, kiedy na rynku i w gospodarce panowała niepewność, branży udało się wybronić. Wówczas sprzedano 4,3 mln urządzeń za kwotę 3,8 mld zł, o 1 proc. więcej niż w 2009 r.

Ekonomiści zwracają uwagę, że Polacy przestali kupować sprzęt, bo trudniej im dostać na niego kredyt. Boją się także sytuacji na rynku pracy. – Powodem zakręcenia kurka z kredytami wcale nie jest wprowadzona w zeszłym roku rekomendacja T, ale zaostrzanie warunków kredytów ratalnych, które trwa już od 2008 r. – wyjaśnia Michał Sadrak, analityk z Open Finance.

Zamiast nich banki postawiły na droższe kredyty gotówkowe, których nie lubią klienci. Według danych NBP liczba udzielonych kredytów konsumpcyjnych maleje nieprzerwanie od ubiegłego roku. W lutym Polacy byli zadłużeni w ten sposób na kwotę 117,1 mld zł. W styczniu było to 117,9 mld zł.

Zdaniem ekspertów odwrócił się pozytywny trend, jaki był obserwowany od lipca 2010 r. Od tego czasu z każdym miesiącem sprzedaż lodówek, pralek czy kuchenek stale rosła. Styczeń tego roku, który przyniósł ponad 10-proc. wzrost pod względem ilości i wartości sprzedanego sprzętu, był jednak ostatnim takim miesiącem. W lutym nastąpiła stagnacja, a marzec przyniósł już prawdziwą zapaść.

– Sprzedaż AGD pod względem wartości i ilości zmalała o ponad 11 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim – mówi Wojciech Konecki z organizacji CECED zrzeszającej producentów sprzętu gospodarstwa domowego.

W branży pojawiają się coraz częściej opinie, że ten rok może być dla niej bardzo zły. – Mamy nadzieję, że wartość rynku utrzyma się na poziomie roku ubiegłego – mówi Andrzej Maślak z BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego.

Pod względem ilości dałoby natomiast wynik ujemny, bo AGD z kwartału na kwartał są coraz droższe.

W tym roku na niekorzyść branży działają Święta Wielkanocne, które wypadają pod koniec kwietnia. Właśnie w tym okresie zazwyczaj ruszają remonty w domach i Polacy kupują AGD. Teraz jednak zamiast wydawać pieniądze na nowe urządzenia, będą zostawiać je w sklepach z żywnością. Niewykluczone więc, że kwiecień przyniesie kolejny spadek w sprzedaży AGD.

Niższe ceny

To, że sytuacja jest zła, sugerować mogą liczne promocje w marketach z elektroniką użytkową.

Nie ma weekendu, by nie było akcji bez VAT. Taką strategię przyciągania klientów stosują Media Markt i Saturn. Ostatnio dołączyła do nich sieć RTV Euro AGD, która do połowy maja postanowiła obniżyć ceny na niektóre z oferowanych urządzeń. Ceny kuchenek, płyt i piecyków zostały obniżone nawet o 200 zł. W lodówkach upusty sięgają 100 – 150 zł. – To w ich przypadku spadki były największe. W marcu sprzedaż lodówek i kuchenek zmalała do poziomu sprzed 6 – 7 lat. W pralkach cofnęliśmy się do poziomu sprzed 4 lat – mówi Wojciech Konecki. Spadła też sprzedaż urządzeń do zabudowy, które do tej pory regularnie miały kilkuprocentowe wzrosty. W marcu Polacy kupili o 5 proc. mniej tych urządzeń niż przed rokiem.

Duży potencjał

Eksperci zapewniają, że nie jest to efektem nasycenia rynku. Mimo że w niektórych segmentach jest ono bliskie 100 proc. Wciąż jednak 8 proc. używanych w polskich domach pralek nie jest automatyczna. Zmywarki ma niecałe 20 proc. gospodarstw, suszarki jeszcze mniej – zaledwie 1 proc.

Eksperci oceniają, że rynek zmywarek będzie rósł jeszcze dynamicznie przez co najmniej kilka lat, aż osiągnie udział na poziomie 40 proc.

– Jeszcze większe perspektywy ma przed sobą segment suszarek do prania. Polska to kraj wilgotny, zatem coraz więcej osób będzie doceniało korzystanie z tego rodzaju urządzeń. Szczególnie że przestaje być modne wywieszenie rzeczy na balkonie – tłumaczy Konecki.

Popyt na urządzenia napędzać będzie też wymiana technologiczna, która w przypadku dużych AGD następuje w Polsce średnio co 10 – 12 lat, tzn. dwa razy rzadziej niż na zachodzie Europy. Starych, kilkunastoletnich urządzeń w polskich gospodarstwach domowych jest jeszcze sześć milionów.

Ekonomiści zauważają też, że jednym z powodów, dla którego spadł popyt na AGD, jest wycofanie się przez banki z kredytów ratalnych na rzecz droższych gotówkowych.

Co mają, a czego jeszcze nie mają Polacy w domach

● Najbardziej popularnymi AGD w Polsce są chłodziarka i zamrażarka. Mimo że trudno już sobie wyobrazić przechowywanie żywności bez lodówki, zwłaszcza latem, to wciąż istnieją domy, w których jej nie znajdziemy. Według GUS są w 98,5 proc. gospodarstw domowych.

● Innym urządzeniem, które znajdziemy w niemal każdym domu, jest pralka. Korzysta z niej 97,9 proc. rodzin. Jednak w pełni automatycznym urządzeniem nie może pochwalić się jeszcze każdy. Znajdziemy je w 89 proc. gospodarstw domowych. W pozostałych 8,9 proc. domów wciąż używa się pralek ręcznych typu Frania.

● Polski rynek jest bliski nasycenia także pod względem odkurzaczy. Nie używa się ich w zaledwie 4,6 proc. gospodarstw domowych.

● Gorzej sytuacja wygląda w przypadku zmywarek. Te są w zalewie 12,3 proc. domów.

● W polskich domach brakuje podstawowych urządzeń małego AGD. Z robotów kuchennych na co dzień korzysta 61,3 proc. rodzin. Kuchenkę mikrofalową ma jeszcze mniej osób. Znajdziemy ją w 50,1 proc. domów.