Chodzi o planowane przez PPL stworzenie nowoczesnego systemu „Hydrant” umożliwiającego tłoczenie paliwa do zaparkowanych na płytach samolotów zamiast – tak jak obecnie – dowożenia go cysternami.

Za mało pasażerów

Wątpliwości ma poseł PO Antoni Mężydło, zastępca przewodniczącego sejmowej komisji gospodarki i członek sejmowej komisji infrastruktury. Na przełomie sierpnia i września zeszłego roku Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze (PPL), które zarządza warszawskim portem, włączyło inwestycję do planu modernizacji rozpisanego na cztery lata. PPL wyda do 2015 r. ponad 1,2 mld zł, część środków dołoży UE. Aż 213 mln zł ma pójść na system dostawy i dystrybucji paliwa. Czy to ma sens? – pyta Mężydło ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka.

Według posła PO tak duże wydatki nie są potrzebne, bo lotnisko jest wyposażone w wystarczającą infrastrukturę paliwową. Kolejowa bocznica daje możliwość rozładunku 3,6 tys. m sześc. paliw, czyli trzy razy więcej, niż linie lotnicze zużywają w szczycie lotniczego sezonu w lipcu.

Według Mężydły rozbudowa nie ma też sensu pod kątem rozwoju lotniska. W ciągu pięciu lat ruch na Lotnisku Chopina wzrośnie do 10 mln osób, czyli o blisko 2 mln w porównaniu z zeszłym rokiem. Do tego wystarczy obecna infrastruktura.

Czy będzie taniej?

Inwestycja – według Mężydły – nie da oszczędności na biletach. Poseł twierdzi, że koszty gigantycznego projektu zostaną przeniesione na linie i w ostatecznym rozrachunku przyczynią się do wzrostu cen dla pasażerów. Rozbudowa systemu dystrybucji paliw na Okęciu to element wprowadzenia w porcie lotniczym konkurencji. Ma się w nim pojawić – poza Petrolotem, którego udziałowcem jest Orlen – gdański Lotos. Czy wejście kolejnej spółki może doprowadzić do obniżki cen biletów? Niekoniecznie. Przekonali się o tym korzystający z lotniska w Gdańsku, na którym działa dwóch operatorów: Petrolot oraz Lotos Tank. Owszem, cena paliwa spadła, ale ceny biletów – nie.

Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy PPL, mówi, że są porty, w których litr paliwa lotniczego kosztuje aż o 50 proc. mniej niż w Warszawie. Przyznaje jednak, że w takich przypadkach liczba dostawców nie musi mieć bezpośredniego związku z poziomem cen biletów. Według niego u nas cena jest na tyle wysoka, że wprowadzenie nowych dostawców daje nadzieję na obniżkę.