Nie łudźmy się. Wyłanianie prezesów i członków zarządu takich państwowych firm jak PKO BP, PZU czy Orlen w konkursach nie oczyści ich z politycznych wpływów. Może za to przynieść bezruch i bezwład
Rozpoczyna się nowy tydzień i rozpoczyna się nowy sezon. Na konkursy. Rzecz będzie dotyczyła prezesów i członków zarządów firm z udziałem Skarbu Państwa. PKO BP, PZU, Orlen... Pomijam już fakt, że sama idea konkursów wyłaniających menedżment potężnych firm jest, delikatnie mówiąc, przeżytkiem. Rozumiem, chodzi o zachowanie jakiej takiej, czasami zresztą zupełnie iluzorycznej, przejrzystości całego procesu. Tyle że sama idea konkursów stawia spółki z udziałem państwa na słabszej pozycji wobec tych, gdzie państwa nie ma.
Dlaczego? Pierwsza sprawa to bezkrólewie. Warto przypomnieć sobie, że w prywatnych firmach, jeżeli dochodzi do zmiany prezesa bądź zarządu, na ogół nazwiska następców są znane natychmiast albo – w momencie gdy zmiana jest zapowiedziana – dużo wcześniej przed momentem przejęcia władzy. To jest kwestia reputacji i wiarygodności. Firma po prostu pokazuje, jak sprawnie jest w stanie poradzić sobie z roszadą na najwyższym szczeblu. Ale też pracownicy mają jasny sygnał: tu nie ma miejsca na bezruch i bezwład, istnieje ciągłość władzy, zawsze jest ktoś, kto podejmuje decyzje i będzie z nich rozliczany.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.