Słaby kurs złotego pomógł nam przetrwać najsilniejsze uderzenie kryzysu. Problem w tym, że w 2011 roku nasza waluta będzie się umacniać, niezależnie od tego, jakie są nasze oczekiwania.
Termin „wojna walutowa” ukuli Brazylijczycy kilka tygodni temu i zdążył już zrobić światową karierę. Nic w tym dziwnego. Walka na kursy walutowe staje się realnym zagrożeniem w sytuacji, gdy najłatwiej wyjść z kłopotów gospodarczych po plecach innych, czyli osłabiając swój pieniądz i wzmacniając eksport.
Niestety, światowa gospodarka żegna się z kryzysem bez fanfar, znacznie wolniej, niż zakładano, a ekonomiści nie przestają straszyć tzw. drugim dnem. W tej sytuacji odpowiedzią polityków może być fala działań protekcjonistycznych. Nie można podnosić ceł, bo oznaczało by to pogwałcenie międzynarodowych porozumień w ramach Światowej Organizacji Handlu (WTO). Trudno też zmusić własne firmy, by nie inwestowały za granicą, czego dowiodła awantura sprzed półtora roku między prezydentem Sarkozy’ym a Czechami o zlokalizowane u nich fabryki samochodów (wyjątkiem potwierdzającym regułę jest zabranie nowej Pandy z Tychów). Pozostają więc manipulacje walutą. Robią to przecież od lat Chińczycy, nie przejmując się licznymi protestami. W efekcie spokojnie co roku dopisują do swoich statystyk 10-procentowy wzrost gospodarczy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.