Komisja Europejska chce przyspieszyć decyzje w sprawie economic governance, czyli zarządzania finansowego w Unii Europejskiej. To może być szansą dla naszych postulatów, by nie wliczać pieniędzy przekazywanych do OFE do długu publicznego.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że komisja szykuje własne projekty konkretnych aktów prawnych, które mogą zostać ogłoszone jeszcze przed końcem miesiąca. Jeszcze zanim konkurencyjne rozwiązanie zaproponuje Herman Van Rompuy.

Komisja milczy

Wśród nich może być kwestia innego naliczania długu. Pierwsze konkluzje mogą zapaść już na przyszłotygodniowej Radzie Europejskiej, ale z nieoficjalnych informacji wynika, że jeszcze nie będzie wśród nich sprawy innego klasyfikowania transferów do OFE.

Co więcej, polski postulat na razie nie doczekał się nawet oficjalnej odpowiedzi. Komisja jako całość na razie milczy. I to mimo że w tej sprawie o zmianę stanowiska dobija się nie tylko Polska, ale także osiem innych krajów, które razem z nami wystosowały do komisji specjalne pismo w tej sprawie. – Chcemy, by nie karano nas za ujawnianie długu emerytalnego, zwłaszcza gdy inne kraje go ukrywają. Liczymy, że komisja przychyli się do naszych postulatów. Na razie czekamy na odpowiedź – mówi „DGP” wiceminister finansów Ludwik Kotecki.

Kwestia naliczania długu powinna się jednak wkrótce rozstrzygnąć, bo szybkich decyzji chce nie tylko komisja, ale także Niemcy. To największy płatnik netto Unii i kraj, który do tej pory poniósł największe koszty zrzutki na pogrążoną w kryzysie finansowym Grecję. Komisja i Niemcy boją się, że odwlekanie reform doprowadzi do utraty przez rynki wiary, że Unia potrafi wprowadzić mechanizmy uzdrawiające finanse. A to może pogorszyć sytuację kolejnych krajów, takich jak Hiszpania. Polska wspiera te działania i jedyną kwestią, którą chcemy załatwić, jest właśnie sprawa OFE. Niemcy nieoficjalnie mówią, że rozumieją nasz postulat, ale nie oznacza to, że go poprą.

Poluzowanie fiskalne

Jest jedna poważna przeszkoda, o której napomknął w Krynicy Jose Manuel Barroso. – Musimy w pełni respektować wszystkie zasady paktu stabilności i rozwoju – powiedział szef komisji. Pojawia się bowiem obawa, że zgoda na postulat z „listu dziewięciu” zostanie odebrana jako de facto zgoda na poluzowanie polityki fiskalnej. I że podobnego rozwiązania zażądają inne państwa południa Europy. Nawet nie w sprawach emerytalnych, ale wydatków na inne cele, np. militarne czy infrastrukturalne, co podważy sens całej reformy.

Tyle że dla Polski zmiana klasyfikacji długu emerytalnego to niemal być albo nie być. Bez tego nie ma mowy o spełnieniu przez Polskę kryteriów z Maastricht i wejściu do strefy euro przez co najmniej kilkanaście lat. Bo raczej utopią jest to, abyśmy przez cały czas mieli nadwyżkę budżetową na poziomie blisko 1,5 proc. PKB.

Polskie postulaty reformy unijnych finansów

W ramach negocjacji nad reformą unijnych finansów Polska zgłosiła trzy zasadnicze postulaty.

• Ujawnienie całkowitego długu emerytalnego przez państwa UE. Kiedy wprowadziliśmy emerytalny system kapitałowy (OFE), zobowiązania wobec przyszłych emerytów w tej części zostały ujawnione i dopisane do długu publicznego. To pogorszyło nasz bilans na tle innych krajów.

• Inna klasyfikacja długu – to postulat wynikający z pierwszego. Istotny, gdyż transfery do OFE to obecnie około 1,7 proc. PKB, a dług z nich wynikający wynosi 15 proc. PKB. I te wielkości będą w najbliższych latach rosły, co oznacza, że nie spełnimy wymogów z Maastricht. A to jest warunek wejścia do strefy euro.

• Karanie za przekroczenie przewidzianego kryteriami z Maastricht poziomu długu tak samo jak za przekroczenie deficytu. Do tej pory surowe sankcje grożą za przekroczenie dozwolonego deficytu, jednak wiele krajów starej UE ma przekroczony próg 60 proc. długu w relacji do PKB i uchodzi im to bezkarnie.