W tzw. normalnych czasach przygotowywanie do startu nowej gazety wyglądało tak: redaktorzy bez pośpiechu tworzyli koncepcję, graficy w zacisznym spokoju pracowali nad makietą, a dziennikarze (kupieni z innych mediów) mieli płatne wakacje, bo całymi miesiącami pisywali teksty do szuflady. Piękne czasy. Już nie wrócą. Skoro spokoju nie ma dziś w polityce i gospodarce, to tym bardziej nie może go być w branży gazetowej, której niemal codziennie wieszczy się krach. Rzeczywiście internet czy telewizje informacyjne odciągają uwagę odbiorców, rzeczywiście reklamodawcy mocno odchudzili wydatki i rzeczywiście pierwsze znane gazety o długiej tradycji schodzą już (na razie za oceanem) z placu boju. A jednak stawiam dolary przeciw orzechom, że prognozy najczarniejsze są mocno przesadzone. Gazety – zmienione zgodnie z duchem czasów, żyjące w symbiozie z internetem – przetrwają, bo wciąż jest na nie spore zapotrzebowanie. Ze strony mediów elektronicznych, bo czymże innym jak nie artykułami z gazet telewizje i portale zapełniają swoją ofertę. I ze strony użytkowników, którym gazeta papierowa zaczyna się kojarzyć z dobrem rzadkim, trwałym, wręcz luksusowym. Gdy internet to szybkość, pośpiech i praca, prasa stwarza okazję do chwili zastanowienia, refleksji, jest mile widzianym gościem przed godzinami pracy i po nich.

Kierując się także powyższą tendencją, przekazujemy dziś w państwa ręce „Dziennik Gazetę Prawną”. Tytuł nowy, ale treści doskonale państwu znane. Połączyliśmy w iście ekspresowym tempie w jedność dwa silne, wzajemnie uzupełniające się tytuły. „Gazetę Prawną”, która przez 15 lat swojego istnienia stała się liderem polskiego rynku w zakresie informacji prawnej, podatkowej, gospodarczej. I „Dziennik”, którego historia była znacznie krótsza, ale co najmniej równie burzliwa. Ten tytuł wszedł szturmem do grona najbardziej opiniotwórczych polskich mediów, jego informacje polityczne, artykuły śledcze, publicystyka, cotygodniowe dodatki znalazły wielu zwolenników. Dziś zatem debiutujemy z gazetą, która z założenia ma odziedziczyć najlepszą część spuścizny obu gazet. Uważamy, że na rynku nie było dotąd takiego tytułu – dogłębnego, opiniotwórczego, nieuwikłanego tak jak nasi konkurenci w bieżące wojny polityczne. Nie interesuje nas lansowanie tylko jednej wizji świata i odmawianie rozsądku wszystkim, którzy myślą inaczej. Zamierzamy wspierać nie partie, ale konkretne rozwiązania. Wraz z zespołem doświadczonych dziennikarzy będziemy państwu codziennie proponować uniwersalną i praktyczną gazetę, która nie tracąc nic z dobrych cech „Gazety Prawnej”, zapewni serwis informacyjny, którego potrzebuje ambitny, chcący pozostać na czasie, a jednocześnie wiecznie zagoniony czytelnik.

„DGP” ukazuje się od poniedziałku do piątku, kiedy to zaoferujemy państwu rozbudowane wydanie weekendowe (jego część będą stanowiły znane czytelnikom „Dziennika” – „Magazyn”, dodatek „Kultura” i dodatek „TV”). Nasza gazeta składa się z trzech grzbietów – stron białych (strony ogólnoinformacyjne), żółtych („Gazeta Prawna” – prawo i podatki) i łososiowych („Forsal” – gospodarka, finanse). Chcemy, by wyznacznikami naszej gazety były wiarygodność, profesjonalizm i obiektywizm. Nieprzypadkowo zawarliśmy umowę z brytyjskim dziennikiem „Financial Times”, dla którego będziemy głównym polskim partnerem. Wchodzimy na rynek w bardzo niejednoznacznym okresie. 20 lat po powstaniu rządu Mazowieckiego, osiem po ataku na WTC i w rok po upadku Lehman Brothers znaczącym początek światowego kryzysu Polacy nie wiedzą, w którą stronę zmierza nasz kraj. Sondaże polityczne nie pokazują (nikt nie wyjaśnił dobrze tego fenomenu) rosnącego zniecierpliwienia brakiem autentycznych reform, które zapewniłyby Polsce skok cywilizacyjny w najbliższych latach. Wieczne odkładanie ważnych decyzji do kolejnych wyborów zaczyna nam się odbijać zbiorową czkawką. „Dziennik Gazeta Prawna”, nie zapominając o przeszłości, chce się koncentrować na zmianach – tych, które idą zbyt wolno i trzeba je przyspieszyć. Oraz tych, których politycy ciągle boją się dotykać. Dla nas nie ma tabu.