Pomimo pandemii przedsiębiorcy nie chcą rezygnować z inwestycji w Azji. Deklarują, że utrzymają swoje inwestycje.
ShutterStock
Epidemia koronawirusa miała stać się początkiem ucieczki produkcji z Chin do Europy, w tym Polski. Skrócenie i dywersyfikacja łańcucha dostaw, zwłaszcza surowców i komponentów, miały być istotniejszym czynnikiem dla produkcji niż cena. Nie znaczy to jednak, że producenci zupełnie rezygnują z Azji. Zwłaszcza teraz, gdy dostawcy z Chin znowu produkują pełną parą, a epidemia w większym stopniu przeniosła się do Ameryki i Europy.
Poza tym chińskie fabryki wyspecjalizowały się w pewnym asortymencie. Dlatego nie ma mowy o zupełnym wycofaniu się z tego rynku. Dobrym przykładem jest branża obuwnicza, która importuje z Chin przede wszystkim obuwie syntetyczne i nie przewiduje, by miało się to zmienić. Przedstawiciele CCC mówią wprost, że chcą utrzymać dotychczasowy podział produkcji, która w 30 proc. pochodzi z Polski, w 40 proc. z Chin, a w pozostałych 30 proc. z innych krajów. I dodają, że jeśli chodzi o inwestycje w fabryki, będą one realizowane przede wszystkim w Polsce.
– Od początku stawiamy na dywersyfikację dostawców, co pozwala na utrzymanie elastycznego modelu biznesowego. Zdecydowana większość naszej produkcji wciąż jest realizowana w Azji, w tym ponad 36 proc. w Chinach – mówi wiceprezes LPP Przemysław Lutkiewicz. – Nie planujemy wprowadzać zmian w naszej strukturze zleceń. Zresztą tego typu modyfikacje wymagają zwykle czasu i przygotowań. Dodatkowym argumentem jest długofalowa perspektywa związana z rozwojem kolei, która połączy Chiny i resztę Azji z Europą. W efekcie możliwe jest skrócenie czasu dostawy do Europy nawet o połowę w porównaniu z drogą morską – dodaje.
Innym przykładem jest sektor chemiczny. Do Boryszewa od 2010 r. należy chińska spółka Maflow Components Dalian, produkująca przewody wykorzystywane w motoryzacji. W skład Sanok Rubber wchodzi zakład QMRP w Jiaozhou zatrudniający 200 osób i produkujący uszczelnienia gumowe dla motoryzacji i przemysłu. Oddziały w Państwie Środka stanowią jednak niewielką część aktywów spółek, więc ich działanie nie przekłada się w znaczący sposób na wyniki. Dwie fabryki w ChRL ma też Selena produkująca materiały budowlane. Jak mówi prezes Seleny Krzysztof Domarecki, choć tamtejszy rynek wciąż się odbudowuje, firma nie zamierza rezygnować z posiadanych tam zakładów. – Mamy tam ugruntowaną pozycję, więc zmiana strategii sprzedaży i produkcji w Chinach byłaby dużym błędem, obarczonym stratami – przekonuje.
Znaczna część mniejszych przedsiębiorstw chemicznych korzysta z dostaw z Dalekiego Wschodu. Jak podaje dr Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, deficyt w bilansie handlowym branży, nawet bez udziału produktów ropopochodnych, przekroczył w ubiegłym roku 30 mld zł. – Firmy mają obecnie trudności z pozyskaniem towarów z Azji, choćby z powodu problemów, jakie powstają, gdy kontrakt trzeba podpisać osobiście, ale też pewności co do terminowych dostaw. Dlatego część z nich decyduje się na droższe produkty z Europy. Nic nie wskazuje jednak na to, by miały one trwale zrezygnować z Dalekiego Wschodu. To kierunek dający przewagę kosztową i to się nie zmieni, dopóki UE nie przestanie wprowadzać restrykcyjnych przepisów dla europejskiego przemysłu – ocenia prezes PIPC.
O tym, że polscy przedsiębiorcy nie planują wycofywać się z Azji, świadczą też dane Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH). „W ubiegłym roku PAIH pomogła w przygotowaniu 11 projektów inwestycyjnych polskich przedsiębiorców w Azji. Obecnie w realizacji mamy 13 takich przedsięwzięć, z czego praca nad 12 rozpoczęła się w tym roku” – czytamy w informacji przekazanej DGP.