statystyki

Stocznie spod nadzoru MON pójdą do cywila

autor: Maciej Miłosz23.05.2018, 07:42; Aktualizacja: 23.05.2018, 15:38
Mimo zapowiedzi rządu Prawa i Sprawiedliwości o odbudowie przemysłu stoczniowego w państwowych spółkach sytuacja tego sektora jest zła

Mimo zapowiedzi rządu Prawa i Sprawiedliwości o odbudowie przemysłu stoczniowego w państwowych spółkach sytuacja tego sektora jest złaźródło: Bloomberg

Nie ma już dyskusji o tym, czy to nastąpi, ale negocjowane są szczegóły dotyczące trybu przejęcia firm przez Ministerstwo Gospodarki Morskiej.

– Minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej prowadzi z ministrem obrony narodowej rozmowy na temat przejęcia nadzoru nad spółkami z branży stoczniowej. Na obecnym etapie nie ma jeszcze decyzji, które to będą podmioty oraz czy operacja zostanie przeprowadzona jednorazowo, czy też będzie rozłożona w czasie – poinformował nas wczoraj Paweł Jabłoński, zastępca dyrektora Biura Ministra w MGWiŻŚ. O sprawie możliwego przejęcia jako pierwszy informował PortalStoczniowy.pl.

Obecnie państwowe stocznie, takie jak Stocznia Wojenna (do niedawna Stocznia Marynarki Wojennej) czy Stocznia Remontowa Nauta, wchodzą w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Nadzór nad nią sprawuje minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Mimo zapowiedzi rządu Prawa i Sprawiedliwości o odbudowie przemysłu stoczniowego w państwowych spółkach sytuacja tego sektora jest zła. – W październiku, jeszcze gdy właścicielem był syndyk, były problemy z wypłatą pensji. Teraz tego problemu nie ma, ale od lutego zwolniono ok. 100 osób. I to w mniejszych grupach, by to nie podlegało pod zwolnienia grupowe – mówi nam jeden z byłych pracowników Stoczni Marynarki Wojennej. – Czy zmiana gospodarza coś zmieni? Nie wiem, ludzie w zakładzie są strasznie zniechęceni. W stoczni rządzi psycholog po KUL-u. Co taka osoba może wiedzieć o budowie okrętów? – pyta retorycznie nasz rozmówca.

Trudno zrozumieć, skąd pomysł zmian, ponieważ Polska Grupa Zbrojeniowa dopiero co skończyła przejmowanie dawnej Stoczni Marynarki Wojennej. – Poprzedni minister Antoni Macierewicz chciał się w to bawić, a nowy szef resortu Mariusz Błaszczak nie chce. Tematy nie idą, a po głowie dostaje minister Marek Gróbarczyk. Ktoś poszedł więc po rozum do głowy i postanowił dać mu wpływ na to, co się dzieje – mówi menedżer od lat związany z prywatnym przemysłem stoczniowym. – Na poziomie Funduszu Mars, który kontroluje część stoczni, jest kompletny paraliż i zastój zarządczy. To trzeba przeciąć i na coś się zdecydować. Od pół roku nic się tam nie dzieje, bo wszyscy czekają na zmiany – dodaje.

Jeszcze do niedawna państwowy przemysł stoczniowy liczył na pracę przy budowie okrętów dla Marynarki Wojennej. Chodziło m.in. o okręty nawodne Miecznik i Czapla, ale w październiku ogłoszono zawieszenie ich budowy. Minister Macierewicz mówił również o budowie okrętów podwodnych, ale w to mało kto wierzył i nic nie wskazuje na to, by zakup takich jednostek nastąpił w najbliższych latach. W tym momencie mało realna wydaje się również szybka budowa promu pasażerskiego w Szczecinie, o której rok temu wspominał premier Morawiecki. Choć statek ma być gotowy w przyszłym roku, to na razie wciąż nie zakończono jego projektowania. Dotrzymanie terminu oddania jest praktycznie niemożliwe.

– Sytuacja w stoczniach jest fatalna, a MON nie chciał już w to pompować pieniędzy. Być może w Ministerstwie Gospodarki Morskiej znajdą sposób, by tę kroplówkę podtrzymać – mówi jeden z posłów PiS.

Inaczej widzi to Jerzy Czuczman ze Związku Pracodawców Forum Okrętowe. – Zmiana nadzorującego to dobry pomysł. Praktyka wykazuje, że przemysł cywilny jest znacznie bardziej wydajny i efektywny niż zbrojeniowy. Brak możliwości opierania się tylko na zamówieniach MON wymusi w tych firmach poprawę efektywności zarządzania, zmuszając do konkurowania na rynkowych zasadach – tłumaczy ekspert. – To zatrzyma możliwość ewentualnego pompowania publicznych pieniędzy w państwowe stocznie. Te firmy będą się musiały skonfrontować z rynkiem i zostanie z nich zdjęty parasol ochronny. Albo stocznie poprawią funkcjonowanie, albo upadną. Czas kroplówek się skończy. Transfer publicznych pieniędzy będzie możliwy tylko pod warunkiem dobrego planu naprawczego, który zostanie jasno określony w czasie – dodaje.

W ocenie rozmówców DGP w państwowych stoczniach trzeba profesjonalnej kadry, która się zna na budowie i sprzedaży okrętów bądź statków. A za czasów ministra Macierewicza tacy ludzie do tych stoczni nie trafili. – Budowa państwowego przemysłu stoczniowego nie jest niemożliwa. Ale tu trzeba się wziąć do mrówczej, codziennej pracy. Na razie jest zastój i dryfowanie. Patrzę na te zmiany z nadzieją, gorzej już nie będzie – mówi menedżer z prywatnej stoczni.

W przypadku konsolidacji Stoczni Wojennej i Nauty, a takie plany już od dłuższego czasu były przygotowane w PGZ, może dojść do kolejnych zwolnień. O ile na zamknięcie zakładów na pewno nikt w czasie wyborczego maratonu się nie zdecyduje, to jednak ciche zwalnianie, jakie miało ostatnio miejsce, może jak najbardziej wchodzić w grę.


Pozostało 0% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane