Przybywa ognisk choroby, spadają ceny drobiu, tracą hodowcy i firmy zajmujące się przetwórstwem.
W niecały tydzień liczba gospodarstw, w których ujawniono ogniska ptasiej grypy, zwiększyła się ponad dwukrotnie. Według danych głównego inspektora weterynarii jest ich pięć, podczas gdy na początku ubiegłego tygodnia były tylko dwa. Co gorsze, najnowsze ogniska ujawniono w odległości kilkuset kilometrów od poprzednich – w woj. podkarpackim. Cztery pozostałe są w woj. lubuskim. Branża, która jeszcze kilka dni temu miała nadzieję na szybkie pozbycie się wirusa, dziś obawia się powtórzenia sytuacji z 2007 r., kiedy to ujawniono 10 ognisk choroby i zlikwidowano 939 tys. ptaków. Szacuje się, że obecnie w gospodarstwach dotkniętych wirusem H5N8 znajduje się około 40 tys. sztuk drobiu. Likwidowane będą jednak także zdrowe ptaki hodowane w najbliższej okolicy tych gospodarstw.
– Wybitych może zostać nawet 500 tys. sztuk – szacuje Rajmund Paszkowski, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa. Przy czym ryzyko wystąpienia kolejnych ognisk rośnie, może więc wzrosnąć także liczba wybitych ptaków.
Agnieszka Dobrzyńska z Głównego Inspektoratu Weterynarii przyznaje, że wciąż trwa ustalanie, jak wiele ptaków trzeba będzie zlikwidować. Inspekcja weterynaryjna, która pokrywa koszty związane z ubojem i utylizacją ptaków, nie chce na razie dzielić się wyliczeniami. Kolejne pieniądze, jakie trzeba będzie wydać w związku z ptasią grypą, to te, które trzeba będzie wpłacić hodowcom z tytułu odszkodowań. W tym przypadku także trudno jeszcze oszacować kwoty.
Reklama
Na branżę produkującą rocznie 1 mld sztuk drobiu padł blady strach. Straty poniosą nie tylko hodowcy, ale też producenci. Pojawienie się wirusa spowodowało natychmiastowe wstrzymanie eksportu do Algierii, Azerbejdżanu, Chin, Gruzji, Japonii, RPA, Tajwanu i Wietnamu. Nawet jeśli ogniska choroby zostaną szybko zlikwidowane, powrót do tamtych krajów może potrwać nawet do połowy 2017 r. Tymczasem udział dalekich rynków w tegorocznym eksporcie, który do września wyniósł ponad 714 tys. ton, sięgnął 20 proc.

Reklama
Problem jest jeszcze szerszy. – Ptasia grypa to nie tylko problem Polski, ale całej Unii. Walczą z nią Włochy, Francja oraz Niemcy, które również borykają się z ograniczeniami w eksporcie. Z tego względu polscy producenci będą mieli kłopot z pozbyciem się nadwyżek towaru. Szczególnie jeśli choroba nie zostanie szybko zwalczona – komentuje Rajmund Paczkowski. I wylicza, że w tym roku z tego powodu przychody branży, której rentowność oscyluje w okolicy 1,5 proc., mogą być jeszcze niższe. – Firmy muszą się liczyć ze spadkiem cen, a co za tym idzie także marży na swoich produktach – podkreśla Paczkowski.
Producenci nie mają złudzeń, że obędzie się bez finansowych strat. I sarkają, że już obecnie branża zmaga się z nadprodukcją. Według GUS od stycznia do października zostało wytworzone 15,6 proc. więcej mięsa drobiowego. – Z tego powodu ceny żywca spadają. Kilogram tuszki kurczaka w skupie kosztuje 2,60–3 zł. Rok temu cena nie schodziła poniżej 3 zł. Za indyka można dostać 4,50–5 zł, podczas gdy rok temu 6 zł za kilogram – wyjaśnia Alfred Głuszczyński, prezes firmy Eko-Gril. Dotąd firmie udawało się obronić wyniki finansowe przed spadkami. – Aż 75 proc. produkcji eksportujemy, dzięki czemu za nasz towar otrzymujemy o 10–15 proc. lepsze ceny. Ostatnio odbiorcy z zagranicy naciskają na obniżki. Dlatego nie wykluczamy spadku w przychodach na koniec roku – dodaje. – Trudno o dokładne wyliczenia. Straty są jednak nieuniknione – mówi Jolanta Kubiak, dyrektor handlowy.
Branża wylicza, że zagrożona może być też pozycja Polski w UE, jeśli chodzi o produkcję mięsa drobiowego. Dwa lata temu zostaliśmy liderem, wyprzedzając Francję. Różnica między krajami nie jest jednak duża – sięga 15 proc. Jeśli więc ten kryzys dotknie Francję w mniejszym stopniu niż nas, może ona znowu wysunąć się na prowadzenie.