KATARZYNA ZAJDEL-KUROWSKA

wiceminister finansów, w MF odpowiada m.in. za dług publiczny. Wcześniej główny ekonomista w Citibanku Handlowym. Współzałożyciel Polskiego Stowarzyszenia Ekonomistów Biznesu

• Zaskoczyło panią tak duże wyhamowanie sprzedaży detalicznej już w listopadzie ubiegłego roku?

- Zaskoczyło, bo wciąż mieliśmy silny wzrost wynagrodzeń, wciąż utrzymywała się korzystna sytuacja na rynku pracy. Dochody do dyspozycji były wysokie.

• To co takiego się stało?

- Być może zadziałała psychologia. Media są pełne dramatycznych informacji o tym, że wchodzimy w recesję, że grozi nam kryzys gospodarczy podobny do tego z lat 30. poprzedniego stulecia. Być może część osób nie dokonuje już zakupów dóbr konsumpcyjnych, które nie są artykułami pierwszej potrzeby.

• Skoro nastroje konsumentów są złe, co zresztą pokazują też badania koniunktury, to może warto zrewidować prognozę dynamiki konsumpcji w tym roku.

- Polacy są znani z tego, że są pesymistami. Raczej częściej narzekamy, niż się czymś cieszymy. A kryzysowa kampania medialna miała na pewno wpływ na oceny. Nie powinniśmy jednak zapominać o tym, że zarabiamy więcej niż rok temu, że od 1 stycznia płacimy niższe podatki dochodowe, że rozszerzona została ulga prorodzinna i zwaloryzowane emerytury. To wszystko przecież trafi na rynek.

• Ale niekoniecznie zostanie w całości przeznaczone na konsumpcję. Na obniżkach podatków tak naprawdę najwięcej zyskają najbogatsi, którzy mają większe skłonności do oszczędzania.

- Nie ma takiego ryzyka, żeby to wszystko zostało przeznaczone na oszczędności. Ludzie zaczynają oszczędzać dopiero wtedy, kiedy konsumpcja zostaje nasycona.

• W tych grupach nasycenie konsumpcji mogło już nastąpić.

- Ale dlaczego zakładamy, że właśnie w 2009 roku zaczną intensywnie oszczędzać?

• Bo obawy przed bezrobociem będą większe?

- Niewykluczone, że w niektórych branżach - np. w motoryzacji - może dojść do zwolnień. Jednak będą i takie sektory, które czeka dynamiczny rozwój. Na same inwestycje drogowe przeznaczymy w tym roku z budżetu około 30 mld zł. Nie obawiam się istotnego załamania na rynku pracy. Poza tym trzeba pamiętać, że ceny zaczną spadać. To może oznaczać większą skłonność do zakupów. Nie wierzę też w jakieś radykalne ograniczenie akcji kredytowej, np. na rynku mieszkaniowym. Ceny mieszkań i stopy procentowe spadną, co spowoduje, że dla wielu gospodarstw domowych kredyt będzie w zasięgu ręki. Popyt stopniowo będzie się odbudowywał w poszczególnych segmentach wraz ze spadkiem cen.

• Jak duży spadek inflacji nas czeka?

- Spodziewamy się, że wskaźnik będzie w trendzie spadkowym, zarówno średnioroczny, jak i liczony rok do roku. Z naszych szacunków wynika, że już w II kwartale inflacja może zbliżyć się do celu NBP, czyli do 2,5 proc. Potem, w II półroczu, inflacja może się ustabilizować. Istnieje prawdopodobieństwo, że średnioroczna inflacja będzie niższa od 2,9 proc. zapisanych w ustawie budżetowej. Trudno jednak określić skalę tego prawdopodobieństwa, bo przygotowując nasze prognozy, nie braliśmy pod uwagę deprecjacji złotego, z jaką mieliśmy do czynienia w ostatnich tygodniach. Podobnie jest z ostatnim umocnieniem. Nie wiemy, czy to już koniec deprecjacji, czy to tylko jakaś krótka korekta w trendzie.

• W jaki sposób będzie kształtował się wzrost PKB w tym roku?

- I połowa roku może być słabsza od II, biorąc tylko pod uwagę zjawiska sezonowe i trend. Mieliśmy bardzo mocny wzrost na początku 2008 roku, więc w I i II kwartale trzeba spodziewać się spadku tempa wzrostu PKB. Odbicie może nastąpić w III i IV kwartale, choć niewykluczone też, że spowolnienie rozłoży się w tym roku równomiernie, a z dołka zaczniemy wychodzić dopiero z początkiem 2010 roku. Najważniejszym czynnikiem, który będzie hamował wzrost gospodarczy, będą w tym roku inwestycje, choć większą rolę w ich kreowaniu będzie odgrywał sektor publiczny. Nie zrekompensuje to jednak w całości spadku ich dynamiki.

• Według prognoz MF inflacja w grudniu wyniosła 3,4 proc. rdr. A jaka jest prognoza grudniowej produkcji?

- Jej roczna dynamika powinna być lepsza niż w listopadzie. Są szanse na to, że będzie dodatnia.

• RPP w najbliższych miesiącach będzie obniżać stopy. Czy MF zechce to wykorzystać i skumulować emisje swoich obligacji w I półroczu, wykorzystując większy popyt?

- Zazwyczaj emisje są skomasowane w pierwszych dwóch kwartałach. To wynika z cyklu budżetowego. Musimy na bieżąco dostarczać płynności budżetowi. Poza tym nie możemy przekładać emisji na koniec roku, bo wtedy jest ryzyko niskiego popytu. Nasza polityka jest w dużej mierze powiązana z wykupami długu. Jeżeli mamy kumulację wykupu - a tak będzie w niektórych miesiącach tego roku - to z wyprzedzeniem musimy pozyskiwać środki, by unikać spiętrzenia emisji. To mogłoby powodować zaburzenia na rynku.

• Czy warto zmodyfikować plan przyjęcia do euro, przesuwając w czasie termin wejścia do ERM2, by poczekać na ustabilizowanie sytuacji na rynku?

- Nie powinniśmy zwlekać z przyjęciem euro, to trzeba zrobić jak najszybciej. Ono może być jak kotwica na wzburzonym oceanie. Powinniśmy dalej iść w tym kierunku, kontynuować wszystkie reformy strukturalne, które nam to umożliwią. To jest element zwiększenia bezpieczeństwa naszego kraju.

• Czy wprowadzenie złotego do ERM2 w takich warunkach, jak obecnie, nie narazi nas na niepotrzebne koszty?

- Nie ma chyba ekonomisty, który nie krytykowałby kryterium stabilności kursu w tym kształcie, w jakim jest ono obecnie. Dla walut, które funkcjonują w warunkach kursu płynnego - tak jak złoty - wejście do węża walutowego może okazać się bardzo kosztowne. Złoty może się bardzo mocno wahać z powodów pozafundamentalnych, co pokazują wydarzenia z ostatnich tygodniu. Gdy złoty będzie w ERM2, to w takiej sytuacji bank centralny będzie zmuszony do interwencji. Obecnie, wiedząc, że te wahania nie mają żadnych podstaw fundamentalnych, nie ma sensu dokonywać jakichkolwiek działań, czy to ze strony rządu czy NBP. Mamy kurs płynny. Gdy jest większy popyt na walutę, to złoty się osłabia, większy popyt na złotego go umacnia. Dlatego powinniśmy wyeliminować wszystkie pozamerytoryczne czynniki ryzyka, które mogłyby wpływać na wahania złotego w wężu walutowym. Powinniśmy zmienić konstytucję i jak najwcześniej osiągnąć kompromis polityczny w tej sprawie. Żeby nie było tak, że każda wypowiedź polityka doprowadza do wahań złotego i zmusza nas do interwencji.

• Co pani sądzi o pomyśle, by wejść do ERM2 bez zmieniania konstytucji?

- Zmiana konstytucji nie jest warunkiem formalnym, który trzeba spełnić, żeby wejść do ERM2. Nowelizacja ustawy zasadniczej jest jak oczyszczenie sobie pola. To, że zmienimy konstytucję, nie musi przecież od razu oznaczać, że przyjmiemy euro. Może się okazać, że nie spełnimy jakiegoś kryterium. Za to z drugiej strony nakładanie sobie dodatkowego ryzyka legislacyjnego może spowodować, że ciężko się napracujemy, ograniczając inflację i deficyt, pomęczymy się przez dwa lata w ERM2, a na koniec może się okazać, że brak zmiany konstytucji jest barierą, żeby przyjąć euro.