Przy okazji wczorajszej rocznicy Czarnobyla nasiliły się antyatomowe protesty. Tymczasem wszystkie awarie w siłowniach nuklearnych razem wzięte spowodowały wielokrotnie mniej zgonów i znacznie mniejsze szkody środowiskowe niż najpowszechniejszy sposób pozyskiwania energii, czyli górnictwo węglowe. Demonstracje przeciw atomowi to ideologia, a nie wynik racjonalnej kalkulacji.

Energetyka nie jest tylko jedną z wielu dziedzin gospodarki, to ważny element racji stanu. USA stoczyły dwie wojny w Iraku w obronie dostaw surowców energetycznych, europejskie państwa NATO interweniują w Libii, Chiny zaś rozbudowują flotę i wspierają najgorsze nawet reżimy, jeśli tylko na ich ziemiach są surowce. Energetyka jądrowa wkomponowuje się w ten świat twardych interesów.

Płynące z niej zyski są nie do przecenienia. Elektrownie atomowe zmniejszają zależność państw od importu surowców. Rynek paliwa radioaktywnego nie jest kontrolowany przez żadnego silnego dostawcę, nie sposób wywierać na niego presji politycznej. Zasoby uranu i plutonu wystarczą na setki lat dla wszystkich chętnych. Energia nuklearna jest też tania, choć w początkowym etapie wymaga ogromnych inwestycji. Powoduje wreszcie mniej strat dla środowiska niż inne, w tym ta odnawialna. Dlatego we Francji pokrywa już prawie 80 proc. zapotrzebowania, a Chiny, Indie i USA zapowiedziały, że mimo wydarzeń w Japonii nie zrezygnują z budowy nowych elektrowni.

A teraz bilans zysków i strat. Od 1957 r., kiedy doszło do uszkodzenia systemu chłodzenia w siłowni Majak koło Czelabińska, zdarzyło się 9 znaczących awarii elektrowni atomowych. Tylko dwie z nich – Czarnobyl i Fukushima – miały najwyższy, siódmy stopień zagrożenia. Bezpośrednio wskutek tych wydarzeń zmarło 35 osób plus późniejsze ofiary napromieniowania. W ZSRR statystyki były tajne, według ostatnich analiz były to jednak dziesiątki, może setki, na pewno nie tysiące ofiar.

Wskutek skażenia radioaktywnego wyłączono z osadnictwa około 30-kilometrową strefę wokół Czarnobyla, podobna powstanie zapewne w Fukushimie. W przypadku innych awarii środowisko nie ucierpiało na tyle, by przez dziesięciolecia utrzymywać podobną barierę. Gdyby tymczasem podsumować liczbę ofiar górnictwa węglowego, naftowego i gazowego w tym samym okresie, mielibyśmy dziesiątki tysięcy ofiar. Na przykład w 1962 r. w Niemczech zginęło jednorazowo 300 osób, w Chinach 50 – 60 zabitych podczas tąpnięć lub wybuchów metanu jest normą. O zanieczyszczeniu środowiska nie warto wspominać.

Wybierając rodzaj energii najlepszej dla gospodarki, warto stawiać na taką, która pociąga za sobą najmniej ofiar i szkód. Elektrownie atomowe nie mają konkurencji w tej kategorii.