Reklama
Ostatnie napięcia w naszych stosunkach z USA, m.in. na tle lex TVN oraz odstąpienia administracji Bidena od sankcji na Nord Stream 2, nie okazały się przeszkodą. Spółka córka amerykańskiego GE (GE Renewable Energy z siedzibą w Paryżu) zawarła „strategiczne partnerstwo” w zakresie budowy farm wiatrowych na morzu z PKN Orlen. Zdaniem obecnej na podpisaniu porozumienia attaché handlowej z ambasady USA Cindy Biggs świadczy to o silnych więzach Polski i USA. Biggs mówiła także o udziale Stanów w budowie sektora energetyki jądrowej i w przechodzeniu polskiej gospodarki z emisyjnych paliw na mniej emisyjny gaz. – Bezpieczeństwo energetyczne jest ważnym elementom wzajemnych relacji – podkreślała amerykańska dyplomatka.
GE Renewable Energy ma być partnerem technologicznym Orlenu, bo jest to jeden z wiodących na świecie producentów turbin dla morskich wiatraków. Spółka ma fabrykę łopat do turbin wiatrowych w Goleniowie. GE produkuje Haliade-X, najsilniejszą turbinę na świecie o mocy nawet 14 MW. Jest też wykonawcą nowego bloku w Elektrowni Ostrołęka, który ostatecznie będzie na gaz, a nie na węgiel. Jak podkreśla kierownictwo Orlenu, morska energetyka wiatrowa jest jednym z filarów zielonej transformacji tej spółki. Do 2030 r. planuje ona zainwestować w nisko i zeroemisyjne projekty energetyczne, w tym w offshore, 47 mld zł.
Obecny na podpisaniu porozumienia wicepremier Jacek Sasin powiedział, że polska gospodarka jest w związku z transformacją energetyczną w „historycznym momencie”. – To wielkie wyzwanie inwestycyjne, ale też wielkie szanse na pozyskiwanie nowych technologii i tworzenie nowych miejsc pracy. Wyzwanie dla państwa, ale też dla polskich firm – mówił Sasin. Podkreślał, że inwestycje takie jak offshore oznaczają wejście Polski do „gospodarki przyszłości”, w której zatrudnienie mogą znaleźć pracownicy odchodzący z sektora wydobywczego.
Warunkiem rozszerzania współpracy GE i Orlenu w offshorze jest otrzymanie przez Orlen kolejnych koncesji na stawianie wiatraków na morzu – w tej chwili spółka ma tylko jedną na Bałtyku, na farmę o mocy 1200 MW. Jednocześnie płocki koncern ma nadzieję, że podpisane porozumienie wzmocni jego konkurencyjność w staraniach o nowe koncesje na farmy wiatrowe w polskiej strefie ekonomicznej na Bałtyku. W drugiej fazie o koncesje będą też ubiegać się trzy inne spółki Skarbu Państwa, czyli PGE, Enea i Tauron i oczywiście inwestorzy zagraniczni.
– Orlen na pewno będzie starał się o więcej koncesji. Chciałbym zaznaczyć, że patrzymy na cały basen Morza Bałtyckiego. To nie jest tylko kwestia koncesji w Polsce – mówił dziennikarzom po podpisaniu porozumienia z GE Daniel Obajtek. Wyraził nadzieję na to, że koncesje zostaną przydzielone do końca roku.
Dlaczego liczba koncesji jest ważna? Bo przy odpowiedniej planowanej mocy wiatraków na Bałtyku GE może rozbudować produkcję turbin w Polsce, z czego skorzystają też krajowi podwykonawcy. Orlen chce, by docelowo mieli oni 50–60 proc. udziału w dostawach (tzw. local content). Obajtek nie chciał jednak zdradzić, w ile koncesji celuje jego spółka, natomiast prezes GE Renewable Energy Jérôme Pécresse powiedział DGP, że aby jego firma mogła myśleć o rozbudowie, musiałoby to być 5–6 GW mocy na morzu. – Nie ma tu magicznej liczby, ale gdy nasz dostawca stawia fabrykę dla nas, trzeba zazwyczaj zapewnić mu produkcję na trzy lata do przodu, jest to więc 5–6 GW. Prawdopodobnie to jest minimum, jakiego potrzebujemy, by zacząć inwestować – powiedział Pécresse.
Partnerem inwestycyjnym Orlenu przy pierwszej farmie na Bałtyku, której budowa ma się rozpocząć w 2023 r., ma być kanadyjski Northland Power, zaś przy kolejnych koncesjach paliwowa spółka wstępnie planuje współpracę z należącym do Michała Sołowowa Synthosem. – Jeśli chodzi o partnerów inwestycyjnych, to prowadzimy w tym zakresie wiele rozmów i nie są to tylko rozmowy z Synthosem – zaznaczył prezes Orlenu. Dodał, że wszystko wskazuje na to, że spółka będzie korzystać z przyszłego portu instalacyjnego w Gdyni i choć na początku wystarczy port wewnętrzny, to w drugiej fali koncesji potrzebny będzie zewnętrzny.