Indie, Korea, Japonia, ale przede wszystkim Chiny – coraz więcej polskich kancelarii rusza na podbój Azji
Powód ekspansji polskich kancelarii na Wschód Qing Tian, prezes zarządu Fundacji Chińsko-Polskiej Wymiany Gospodarczej i Kulturalnej Sinopol, tłumaczy tak: jest spory potencjał rozwoju stosunków gospodarczych między Chinami a Europą. A im większe inwestycje, tym częściej pojawia się konieczność zatrudnienia fachowca, który nie tylko jest ekspertem w systemie prawnym lecz także zna lokalne zwyczaje.
– Na początku nasi kontrahenci z Chin pisali do mnie „Dear Mr. Poważaniem”, gdyż sądzili, że tak się właśnie nazywam. Oczywiście w jakimś sensie był to mój błąd, gdyż zapomniałem o zamianie poniższego pozdrowienia na jego angielski odpowiednik – wspomina ze śmiechem radca Sławomir Parus z kancelarii Masiota i Wspólnicy. Tak było, gdy jego kancelaria pierwszy raz współpracowała z chińskimi firmami. Przy następnych transakcjach jednak podobnych problemów już nie było. Początkowo inwestycje na azjatyckich rynkach polskie kancelarie postrzegały w ramach jednorazowego działania na zlecenie konkretnego klienta. Ale coraz więcej z nich ma tak wiele zleceń, że decyduje się na założenie lokalnych oddziałów lub nawiązanie współpracy z tamtejszymi firmami prawniczymi.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.