System elektronicznego poboru opłat został skonstruowany w sposób niejasny. A przecież skutki jego wprowadzenia w obecnym kształcie można było łatwo przewidzieć - pisze Marcin Piasecki
W tej sprawie niewiele jest pewników. Właściwie jasne jest tylko to, że po wprowadzeniu systemu e-myta ciężarówki zaczęły uciekać z płatnych dróg, a tam, gdzie już uciekać nie mogą, wybierają zwykłe drogi krajowe zamiast autostrad prywatnych koncesjonariuszy. Jeżeli już muszą płacić, wolą to robić przez viaTOLL, niż wykładać większe pieniądze, które sobie liczą koncesjonariusze autostrad. Stąd na przykład słynny już problem rozjeżdżanej przez tiry drogi nr 92, równoległej do autostrady A2 zarządzanej przez spółkę Autostrada Wielkopolska. Przewoźnicy, głośno złorzecząc w mediach, wybierają drogę gorszą zamiast lepszej, ale za to tańszą.
I tu się kończą pewniki dotyczące e-myta. Resztę kwestii związanych z powstaniem i sposobem funkcjonowania tego systemu pokrywa mgiełka tajemnicy i kurz niedomówień. System miał być gotowy już od ponad miesiąca – nie jest. I było sprawą dosyć oczywistą, że gotowy nie będzie, po prostu czasu na jego zbudowanie było zbyt mało. Tymczasem zarówno Ministerstwo Infrastruktury, jak i wykonawca puszczali do wszystkich oko, gorąco zapewniając, że e-myto będzie gotowe na czas. I nie było. Cóż za niespodzianka.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.