Skarb Państwa znów śrubuje dywidendy i podkręca tempo prywatyzacji, by rząd mógł szybko zredukować deficyt. Ten kij ma jednak dwa końce. Warszawska giełda goni już resztkami sił.
Ubiegły rok był wyjątkowo udany dla PKO BP. Bank zarobił na czysto 3,3 mld zł, najwięcej w historii. Zgodnie z zapisami prospektu emisyjnego i wieloletnią strategią spółki prezes Zbigniew Jagiełło zamierzał przeznaczyć na dywidendę ponad 40 proc. zysku netto. Jeszcze w maju deklarował, że rekomendowany podział zysku pozwoli zachować wskaźniki bezpieczeństwa na wysokim poziomie i rozkręcić akcję kredytową. Musiał więc mieć nietęgą minę, gdy przedstawiciele Skarbu Państwa niespodziewanie kilka dni temu przegłosowali wypłatę 2,48 mld zł zamiast 1,38 mld. Z grubsza połowa trafi do państwowej kasy.
Podobne miny mieli też pewnie inni szefowie spółek Skarbu Państwa. Pieniądze z zysku przydałyby się i PZU, bo z powodu powodzi i ostrej zimy ubezpieczeniowy gigant zanotował gorsze wyniki. Jednak minister skarbu Aleksander Grad nie okazał litości – niemal cały zysk, a więc 2,44 mld zł, idzie do podziału między akcjonariuszy, z czego budżet posili się kwotą 800 mln. Tymczasem dotychczasowa polityka dywidendowa zakładała wypłaty na poziomie 25 – 45 proc. rocznego zysku. Niemal dwa razy więcej, niż zamierzały, oddadzą też KGHM i Enea.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.