Nie tak dawno, będąc na konferencji w Nowym Delhi, znalazłem w jednej z tamtejszych gazet rysunek satyryczno-futurologiczny. Prezentując indyjskie stulecie, czyli XXI wiek, satyryk nadał różnym krajom i obszarom świata ironiczne, a czasem i lekceważące przezwiska. Obszar UE reprezentowany był na tym rysunku przez staruszka otoczonego aureolą unijnych gwiazdeczek, a nad nim widniała nazwa: Unia Zbankrutowanych Emerytów.
Satyra ma swoje prawa, ale przyglądając się różnym pomysłom, jakie wydają z siebie ostatnimi czasy różni eurokraci, europejscy politycy i intelektualiści, powinienem chyba zaprotestować. Bo jest to Unia Emerytów być może zbankrutowanych, ale jakże wesołych i pełnych radosnych pomysłów na to, jak uszczęśliwić nas, obywateli krajów UE, a czasem nie tylko nas, ale i cały świat. A więc, emeryci – tak, ale weseli, na haju, żyjący w świecie surrealistycznych (czy może psychodelicznych) wizji.
Otóż kraje UE uginające się pod ciężarem nagromadzonego przez dziesięciolecia (a nie tylko w czasie obecnego kryzysu!) długu publicznego i rosnące w tempie półtora procent rocznie powinny wedle kilku, jak ich uprzejmie nazwano, idealistów pójść naprzód i nadać Unii prawo do nakładania podatków. Jak wiadomo, im wyższe wydatki publiczne i podatki, tym niższy wzrost gospodarczy. Ten pomysł jest jednak niczym w porównaniu z pomysłami innego wesołego staruszka, byłego doradcy najpierw lewicowego, a obecnie prawicowego prezydenta Francji.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.