Dużo już w Polsce powiedziano i napisano o krwawej polityce ministra Jacka Rostowskiego dotyczącej różnych obszarów publicznych finansów. Ostatnio dołączył do tego wątek względnie nowy, samorządowy. Otóż bezwzględny szef resortu finansów postanowił się rozprawić z zadłużeniem samorządów, w uproszczeniu mówiąc, w znaczny sposób ograniczając jego wzrost. Budzi tym gremialny sprzeciw samorządowców, którym już teraz jest ciężko, a będzie ciężej.

Ton gromkiego sprzeciwu pochwycili też eksperci. Z osłupieniem słuchałem w jednej z wiodących radiowych audycji ekonomicznych, że Rostowski chce „zabrać samorządom pieniądze” (co nie jest prawdą), staną budowy obwodnic miast (buduje je rządowa dyrekcja od dróg krajowych, dużo rzadziej samorządy), no i w ogóle zostaną ograniczone wydatki tego szczebla władzy, który najlepiej zna potrzeby mieszkańcówy.

Pozwolę sobie na odwołanie do osobistego doświadczenia, jako że rządziło mną już kilka samorządów w miastach większych, mniejszych i wiejskich gminach. To prawda, potrzeby mieszkańców lokalnym władzom rozpoznać łatwo. Zresztą nie są one tak bardzo skomplikowane – szkoły, drogi, komunikacja, sprawna administracja. I samorządy zajmowały się tym. Ale przede wszystkim zajmowały się potrzebami własnymi – od stawiania wypasionych ratuszy po mało potrzebne, ale efektowne inwestycje, które budziły wzruszenie ramion mieszkańców, lecz którymi warto było się pochwalić.

Czy jednak wśród samorządowców powszechna jest determinacja do trzymania w ostrych ryzach poziomu zatrudnienia w tych ratuszach? Czy in gremio charakteryzują się oni twardym dążeniem do prywatyzacji samorządowych spółek? Czy w sposób jak najbardziej efektywny wykorzystują komunalny bądź gminny majątek? Czy potrafią w racjonalny sposób prowadzić inwestycje? Ostatni raport NIK dotyczący dróg mówi na przykład, że niespecjalnie.

Znacznie łatwiej jest się zadłużać, bezpośrednio bądź poprzez samorządowe spółki. Zwłaszcza że istnieje problem rozliczenia tego typu działalności. Czy któryś z samorządowców popadł w tarapaty z powodu nierozsądnej polityki finansowej? Najwyżej traci władzę, choć z tym też różnie bywa, bo wyborcy z sytuacji gminy rzadko kiedy zdają sobie sprawę.

Mamy przykład jednego z eksburmistrzów, który zadłużył swoje miasto do nieprzytomnych rozmiarów. Nie przeszkodziło mu to do niedawna robić całkiem udanej kariery już na krajowych szczeblach władzy. Nawiasem mówiąc, Jacek Rostowski musi się liczyć z całą gamą szczebli odpowiedzialności za swoje decyzje – od reakcji rynków finansowych po chociażby Trybunał Stanu.

Z pewnością nie jest tak, że to, co napisałem, dotyczy wszystkich lokalnych władz. Co więcej, reformę samorządową uważam za jedną z najważniejszych z przeprowadzonych w tym kraju. Nie podaję konkretnych przykładów nieudolności samorządów nie dlatego, że ich nie ma, lecz po to, by wskazać na problem, który dotyczy znacznych połaci Polski. Na razie definiuje się go jako problem z Jackiem Rostowskim, ale jest to problem zadłużenia samorządów. Nie można udawać, że go nie ma, i nie próbować rozwiązać.