135 mln zł rocznie – tyle według obliczeń PKP brakuje do tego, żeby polskie dworce lśniły czystością i były przyjazne pasażerom. Obecnie z różnych opłat, ale nie z budżetu państwa, wpływa na ten cel zaledwie 65 mln zł. Dlatego kolejowa centrala wymyśliła, że różnicę pokryją przewoźnicy, a opłata będzie naliczana w zależności od kategorii dworca i długości pociągu. Podobny system obowiązuje w Niemczech, Danii i Holandii. W Polsce nic z tego, przynajmniej na razie.

– Wniosek nie został skompletowany w sposób umożliwiający wykazanie, że Dworzec Polski jest rzeczywiście zarządcą infrastruktury kolejowej w świetle ustawy o transporcie kolejowym. Dlatego został pozostawiony bez rozpatrzenia – mówi Krzysztof Jaroszyński, prezes Urzędu Transportu Kolejowego.

Dworzec Polski do wniosku o zatwierdzenie stawek dołączył jedynie list intencyjny dotyczący zarządzania obiektami. Spółka oraz PKP Polskie Linie Kolejowe, zarządca infrastruktury na kolei, deklarują w nim jedynie wolę współpracy. Według UTK to za mało.

– Jeżeli spółka nie złoży niezwłocznie nowego wniosku, nie będzie opłaty dworcowej – dodaje.

Według Jacka Prześlugi, prezesa Dworca Polskiego i wiceszefa PKP, decyzja UTK sprawi, że modernizowane właśnie obiekty, czyli niemal 80 dworców w całej Polsce, szybko popadną znów w ruinę.