– To będzie rekordowy rok – mówi „DGP” Tomasz Zaboklicki, prezes Pesy, i zapowiada 50-proc. skok przychodów. – 2010 r. zamknęliśmy z blisko 1 mld zł. W tym przychody sięgną 1,5 mld zł – dodaje. Tegoroczny portfel zamówień wypełniony jest już w 90 proc. – Domkniemy go zamówieniami z rynku napraw taboru, jeśli będą nowe przetargi. Na razie przewoźnicy zwlekają z ich ogłaszaniem – mówi Zaboklicki.

Elf na cenzurowanym

Finansowe plany przewoźnika mogą jednak runąć. Na ten rok zaplanowano dostawę 8 pociągów elektrycznych Elf dla Śląska za 154 mln zł. Tymczasem przetarg zawisł na włosku i o jego losach zadecyduje... waga. Między 14 a 19 marca władze województwa śląskiego zaplanowały oficjalne ważenie elfa. Powód – pierwszy z wyprodukowanych pociągów okazał się cięższy o 6,5 tony od masy, jaką producent zadeklarował w ofercie.

Jeżeli pojazd okaże się cięższy niż 135 ton (co oznacza wyższe koszty eksploatacji), może dojść do zerwania kontraktu z winy producenta – słychać w urzędzie marszałkowskim. A to oznaczałoby kilkanaście milionów złotych kar umownych i problemy z kolejnymi zamówieniami na elfy, m.in. w Wielkopolsce.

Tomasz Zaboklicki nie traci zimnej krwi. – Mamy wszystko pod kontrolą. Pociągi będą zgodne ze specyfikacją przetargową – mówi. Tłumaczy, że elf dla Śląska przytył, bo władze już po podpisaniu umowy zażyczyły sobie wyposażenia ekstra, np. dodatkowych zbiorników na wodę do toalet.

Nie na sprzedaż

W branży kolejowej mówi się coraz głośniej, że spółka kierowana przez menedżerów, którzy w latach 90. wykupili ją od państwowego funduszu, może wkrótce zmienić właściciela. Panuje opinia, że zarząd stosujący agresywną politykę cenową oparł się zachodniej i krajowej konkurencji i zagarnął rynek, ale może za to słono zapłacić. Większość kontraktów realizowana jest bowiem na minimalnej marży. Kiedy posypie się jeden z nich, cała układanka może się rozpaść.

– Jest zainteresowanie firmą ze strony funduszy inwestycyjnych, które nie z takimi kłopotami sobie radzą – mówi Jakub Majewski, ekspert w branży kolejowej. – Tak obfity portfel zamówień jak Pesy może okazać się kłopotliwy, ale daje też spory potencjał na generowanie zysku pod warunkiem odważnych decyzji, np. dotyczących redukcji kosztów czy inwestowania w jakość i niezawodność. Sprzedaż Pesy finansowemu inwestorowi nie byłaby dla mnie wielkim zaskoczeniem – dodaje.

– Firma nie jest na sprzedaż – twierdzi Tomasz Zaboklicki. – Poradzimy sobie bez finansowego wsparcia inwestorów – dodaje.

Ostra gra

Sytuacja na polskim rynku kolejowym robi się coraz ciekawsza, bo ofensywę szykuje hiszpański producent taboru CAF. Jesienią ubiegłego roku firma o włos przegrała z Siemensem i Newagiem gigantyczny przetarg na dostawę ponad 200 wagonów dla warszawskiego metra i konkurs na 22 pociągi dla Wielkopolski z Pesą. Teraz nie chce powtórzyć błędów. CAF zamierza wynająć prężnych polskich doradców i zaczyna mocno lobbować.

Celem numer jeden jest szykowany przez Przewozy Regionalne przetarg na zakup 70 pociągów o wartości 350 mln euro. Taka kwota dla branży dotkniętej kryzem w Europie, skąd pochodzi większość producentów taboru kolejowego, będzie nie do pogardzenia. Apetyt na ten kontrakt ma również szwajcarski Stadler, który ulokował w Siedlcach część swojej produkcji, oraz Newag Zbigniewa Jakubasa.

PRAWO

Warunki przetargu

Polska ustawa – Prawo zamówień publicznych nakłada na zwycięzcę przetargu obowiązek spełnienia wszystkich warunków zamówienia. Jeżeli tego nie zrobi, zamawiający ma prawo zerwać umowę i nałożyć umowne kary, które mogą sięgać 10 proc. wartości kontraktu.

W przetargach na dostawę pociągów, inaczej niż np. na budowę autostrad, cena nie wyczerpuje punktowanych składników oferty. W przetargu na pociągi dla Śląska cena stanowiła 50 proc. kryterium. Pozostałe to: zużycie energii, masa, termin gwarancji oraz termin dostawy.