Wprawdzie rynek najszybciej rozwijał się przed rokiem 2006, ale nawet w czasach kryzysu branża odnotowała wyraźny wzrost. Tylko w ubiegłym i 2009 roku wartość usług stomatologicznych zwiększyła się o 10 proc. i wyniosła 7,1 mld zł. Działo się to przy malejących nakładach NFZ. Obecnie tylko 22 proc. ogólnej puli, jaka trafia do branży dentystycznej, pochodzi z NFZ. Pacjenci leczący się za własne pieniądze (a nie w ramach ubezpieczenia w NFZ) zostawiają 78 proc. wszystkich pieniędzy.

Trudno się temu dziwić, bo stawki wypłacane przez NFZ nie odzwierciedlają kosztów. Np. za zabieg płukania kieszonki zęba ubezpieczyciel przekazuje 2 zł, podczas gdy same materiały kosztują ok. 20 zł. Usunięcie zęba to czynność wyceniona przez fundusz na 30 zł, mimo że czasem jest to skomplikowana operacja chirurgiczna.

Duże znaczenie dla dobrej kondycji gabinetów i klinik stomatologicznych ma turystyka medyczna. W Polsce działa kilka wyspecjalizowanych biur podróży, które sprowadzają zagranicznych pacjentów. Najczęściej przyjeżdżają Niemcy, Brytyjczycy, Duńczycy i Szwedzi. W zależności od regionu kraju zagraniczni pacjenci stanowią od 10 do 20 proc. wszystkich leczonych. Dane te nie dotyczą Szczecina, który stał się prawdziwym stomatologicznym centrum. Działa tam prawie 800 gabinetów, w których leczą się głównie Niemcy.

– Także wielu Polaków, którzy wyjechali do pracy w Anglii czy Irlandii, teraz wraca do kraju, by tutaj leczyć zęby – mówi dr Agnieszka Ruchała-Tyszler z komisji stomatologicznej Naczelnej Izby Lekarskiej.

Wzrost popytu na usługi dentystyczne spowodowała także zmiana wymagań na rynku pracy. W przypadku stanowisk wymagających kontaktów z ludźmi zdrowe uzębienie stało się standardem. To dotyczy nie tylko dyrektorów banku, lecz także osób o przeciętnych dochodach, jak np. nauczycieli.

By nie stać się pośmiewiskiem uczniów, rezygnują z wakacji i urlopy spędzają na fotelach dentystycznych. Decydują się nawet na drogie implanty (od 2 tys. zł za sztukę).

– Powszechnym zjawiskiem jest obecnie branie kredytu na leczenie stomatologiczne, co jeszcze dziesięć lat temu się należało do rzadkości – tłumaczy dr Ruchała-Tyszler.

Ale najszybciej – jej zdaniem – rośnie popyt na usługi estetyczne. 70 proc. wszystkich wykonywanych zabiegów to korony porcelanowe, licówki, implanty, zabiegi regeneracji kości przed wszczepieniem implantów, leczenie ortodontyczne i wybielanie.

Ale według stomatologów gabinety wcale nie są żyłą złota. – Zabiegi nie są tanie, ale prowadzenie działalności także nie. Założenie gabinetu to koszt ponad 1,2 mln zł. Z własnych pieniędzy trzeba się szkolić, a niektóre kursy kosztują nawet 15 tys. zł – dodaje dr Ruchała-Tyszler.

Liczba dentystów jednak stale rośnie. Obecnie jest ich w Polsce ponad 38 tys., podczas gdy w 2008 r. było ich 35 tys., a w 2005 – 32 tys.