Komisja Europejska zgodziła się rozluźnić pętlę na szyi polskiego ministra finansów – nasz dług publiczny będzie rósł wolniej, gdyż transfery do otwartych funduszy emerytalnych mają być liczone inaczej. Zabiegaliśmy o tę decyzję od dawna, ale Jacek Rostowski jest z niej niezadowolony. Przyszli emeryci i podatnicy także niech nie liczą na wyższe emerytury, choć z nieco innego powodu.
Przyczyną niezadowolenia ministra i rządu jest fakt, że nie całe transfery do OFE będą odliczane od długu publicznego, ale tylko za okres pięcioletni. I to częściowo, za każdy kolejny rok mniej. Polska i osiem innych krajów UE chciały, by cała suma naszych składek emerytalnych, która kierowana jest do drugiego filaru, nie była wliczana do zadłużenia państwa. Dzięki OFE państwo zdejmuje z siebie część przyszłego emerytalnego długu – kapitałową część przyszłej emerytury wypłacać bowiem będą prywatne fundusze, a nie państwo. W naszym przypadku transfery do drugiego filaru są najważniejszym powodem tak szybkiego wzrostu długu. Rocznie jest to bowiem około 20 mld zł.
Komisja chce jednak liczyć inaczej. Za jeden rok odliczy nam całą sumę, za następny tylko 80 proc., w kolejnych latach – 60, 40 i 20. A potem znów będzie tak jak do tej pory. Nagrodą pocieszenia ma być to, że kraje, które zdecydowały się na reformę emerytalną, będą mogły pozwolić sobie na większy deficyt finansów publicznych. Nie w wysokości 3 proc., ale o jeden punkt procentowy więcej.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.