Na przełomie III i IV kwartału AstraZeneca, trzeci koncern farmaceutyczny w Europie, chce zakończyć przetarg na wybór firm, które zajmą się dla niej dystrybucją leków w Polsce w ramach tzw. dystrybucji bezpośredniej.

- Z większością oferentów uzgodniliśmy już część warunków - przyznaje Jerzy Garlicki, dyrektor generalny firmy AstraZeneca w Polsce.

Na krótkiej liście firm, które mają utworzyć pierwszy w Polsce system sprzedaży bezpośredniej leków, są cztery największe hurtownie farmaceutyczne: Farmacol, Polska Grupa Farmaceutyczna (PGF), Prosper i Torfarm.

- Prawdopodobnie nie wybierzemy jednej firmy. Myślę, że będzie ich między dwie a cztery - mówi Jerzy Garlicki.

System sprzedaży bezpośredniej nie oznacza, że producenci sami zajmą się dystrybucją leków, tworząc flotę pojazdów, magazynów i sieci sprzedaży, lecz jedynie, że zlecą wybranym hurtowniom leków prowadzenie tej działalności. Różnica pomiędzy systemem bezpośredniej dystrybucji a istniejącym w tej chwili jest taka, że w zamian za prowizję dystrybutorzy będą działać na zlecenie producentów i na ich warunkach, dostarczając leki nie tylko do tych aptek, z którymi współpracują hurtownie, ale także do innych, wskazanych przez producenta.

- Podstawową sprawą jest to, żeby lek był dostępny. Teraz bywa różnie. Zdarza się, że naszych produktów brakuje w różnych aptekach. Nie mamy pełnej informacji, jaki jest poziom zapasów na rynku. W przypadku dystrybucji bezpośredniej przejmujemy pełną kontrolę, wiemy, ile powinniśmy wyprodukować, do których aptek - mówi szef AstraZeneca.

Ważną rzeczą jest też możliwość szybkiego reagowania.

- Zyskujemy możliwość niemal natychmiastowego wycofania leku, gdyby stało się z nim coś złego - mówi Jerzy Garlicki.

Zdaniem ekspertów, ważnym powodem jest to, że system sprzedaży bezpośredniej daje pełną kontrolę cen leków.

- A to pozwala m.in. na powstrzymanie importu bezpośredniego, czyli sprowadzania leków przez hurtownie z krajów, gdzie są one tańsze - mówi osoba związana z jedną z największych hurtowni.

Jerzy Garlicki podkreśla, że warunki współpracy będą jednorodne dla wszystkich aptekarzy.

W opinii ekspertów wprowadzenie sprzedaży bezpośredniej nie będzie raczej mieć istotnego wpływu na ceny leków.

- Zysk producenta polega na większej kontroli cen i obronie swojej pozycji na rynku. Ponadto może się też poprawić ściągalność należności od aptek - mówi ekspert z branży.

Innym efektem może być to, że dystrybutorzy leków będą musieli zmieniać swój model działania z firm handlowych na logistyczne. Ci nie obawiają się jednak rewolucji. Nieoficjalnie mówią, że to nie będzie dla nich wielka konkurencja, która mogłaby odebrać znaczącą część rynku, bo skala zjawiska będzie minimalna.

System sprzedaży bezpośredniej AstraZeneca wprowadza też w Wielkiej Brytanii. Koncern GlaxoSmithKline (GSK) miał takie plany, jednak ostatecznie z projektu się wycofał. Inne firmy przyglądają się działaniom AstraZeneca.

DYSTRYBUCJA BEZPOŚREDNIA NA WYSPACH BRYTYJSKICH

Dystrybucję bezpośrednią wprowadził w Wlk. Brytanii i Hiszpanii koncern Pfizer. Firma podpisała umowę z jednym tylko dystrybutorem, Unichem. Stowarzyszenie hurtowników zwróciło się do sądu o wstrzymanie wprowadzenia nowego modelu dystrybucji przez Pfizera. Sąd odrzucił wniosek.

22 mld zł wydadzą w tym roku Polacy na leki w aptekach