W rozmowie z portalem finansowym GazetaPrawna.pl Janusz Diemko, prezes First Data w Polsce podkreśla, że nawet wprowadzenie nowoczesnych kart z mikroprocesorem czy kart zbliżeniowych wciąż jest wydarzeniem raczej technicznym dla banków i przyjemnością dla niewielkiej grupy świadomych klientów. Natomiast nie zmienia polskiego przyzwyczajenia do gotówki. Nadal co prawda zwiększa się ogólna wartość transakcji opłacanych kartami różnego typu, ale wciąż wolno rośnie ich liczba. - Sytuacja nieco przypomina tę z połowy lat 90-ych, gdy na szeroką skalę banki zaczęły wydawać karty, ale klienci nie umieli jeszcze się nimi posługiwać - uważa Diemko. 

Jest lepiej, ale nadal daleko za Europą

Z danych NBP wynika, że liczba transakcji kartami przyrasta co kwartał o kilka milionów. Pewne spadki notuje się na ogół tylko w pierwszym kwartale roku, gdy mija sezon zakupów świątecznych. Choć liczba wydawanych kart i liczba transakcji na jedną kartę rosną, to jednak liczba transakcji kartami zwiększa się zbyt wolno w porównaniu z potencjałem rynku. To wciąż zaledwie kilka transakcji w kwartale na każdą kartę. Tych mieliśmy w portfelach prawie 27,3 mln (na koniec pierwszego kwartału), a dokonaliśmy nimi w pierwszym kwartale łącznie 279,4 mln transakcji (płatniczych i bankomatowych).

Janusz Diemko pociesza co prawda, że agenci rozliczeniowi – tacy jak First Data (właściciel marki POLCARD, największego agenta rozliczającego transakcje) - zauważają zmiany. Jeszcze kilka lat temu 35 proc. kart w ogóle nie było używanych, a teraz ten odsetek jest mniejszy. - W naszej sieci widzimy wzrost liczby transakcji o 30 proc., w porównaniu do pierwszego kwartału 2007. To zwiększenie liczby terminali dostępnych dla klientów. U nas w tym roku liczba terminali wzrośnie o 20 proc. Z drugiej strony wartość pojedynczej transakcji spada” – mówi prezes Diemko.

Jednak, dodaje, POLCARD prognozował większy spadek wartości transakcji niż ten, z którym mamy do czynienia. - Wiele osób zawiera coraz mniejsze transakcje, ale jest ich na szczęście niewiele – podkreśla. To spadki rzędu ze 120 zł do 115 zł w ostatnich kilku latach” – mówi.

Polacy nadal przepłacają za posiadanie gotówki

W dodatku nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie, co zrobić, by zachęcić Polaków do używania kart do płacenia, a nie tylko do wypłat z bankomatów. Specyfika polskiego rynku jest taka, że nawet użytkownicy kart kredytowych używają ich do wypłat pieniędzy, choć to znacznie droższe niż inne formy zadłużania się. „Według informacji z rynku, być może nawet połowa transakcji na polskie karty kredytowe to wypłaty gotówki. To znaczy, że wielu klientów uważa taki kredyt gotówkowy za pośrednictwem karty kredytowej za przydatny, choć odsetki są naliczane od dnia wypłaty. Korzysta z tego kilka milionów osób w Polsce” – mówi Janusz Diemko. Kart kredytowych jest w Polsce ponad 8 mln, czyli tak jakby 4 mln ich posiadaczy szło do bankomatu po drogi kredyt. 

Bankowcy zwracają uwagę, że z punktu widzenia wielu klientów przyczyną nieużywania kart do płacenia może być strach przed zadłużeniem większym niż by się chciało. Jeżeli bowiem dysponuje się konkretną kwotą do wydania, w gotówce, to nie da się przekroczyć wyznaczonego limitu. Wygląda więc na to, że klienci nie umieją zarządzać swoim limitem wydatków i boją się, że łatwo popadliby w pułapkę nadmiernego zadłużania się.

Wydawcy kart dodają też, że „gotówkowe” podejście do kart nie zależy od segmentu klientów, podobne podejście mają zarówno posiadacze kredytowych kart platynowych, jak i klienci masowi, używający przede wszystkim kart debetowych. Nawet w przypadku rzadkiej na polskim rynku karty Diners Club, przeznaczonej dla klientów zamożnych i bardziej świadomych, aż 40 proc. transakcji to wypłaty z bankomatów.

Dla całego polskiego rynku transakcje bezgotówkowe stanowią ponad 20 proc. obrotu

Skoro jednak Polacy tak lubią gotówkę, to można by się spodziewać, że chętnie skorzystają z wypłat w terminalach w sklepach przy okazji zakupów opłacanych kartą, czyli cashbacku, a szczególnie tam, gdzie nie ma bankomatów. Nadzieje są jednak wciąż lepsze od rzeczywistości. Obecnie cashback jest dostępny w mniejszych sieciach, pojedynczych sklepach i punktach usługowych. „Jest 10 tys. punktów cashbackowych w Polsce, z których naszych jest 7 tys. Poza wyjątkami tak jak stacje BP czy sieć Real, to są to głównie małe i średnie sieci. Do momentu, gdy w usłudze nie będzie uczestniczyć kilku największych usługodawców sieciowych, nie uda się jej wypromować. Chodzi przecież o to, by klient nie szukał bankomatu i wiedział, że w sklepach czy stacjach benzynowych danej sieci można wypłacić pieniądze. Liczymy, że w tym roku uda nam się skłonić kilku dużych klientów do przystosowania ich terminali do cashbacku.” – mówi Janusz Diemko.

„Niektórzy nie widzą wartości w tym, że gotówka im wypływa z kasy. Niektórzy mówią też, że dla nich gotówka jest za darmo, więc wypłacenie jej części z kas nie oznacza zmniejszenia kosztów. Sądzą, że karty dla nich są droższe”. 

Technika bardziej zaawansowana niż klienci

Polscy klienci pozostają też w tyle za techniką, bo nie wiedzą, że od nowoczesnych produktów, takich jak karty mikroprocesorowe, mogą oczekiwać przydatnych funkcji. Wśród nich takie jak: duże programy lojalnościowe, przez elektroniczną portmonetkę, do połączenia z kartą miejską, czy nawet łączenie w jednym plastiku dowodu osobistego, legitymacji ubezpieczeniowej i karty płatniczej. „To wciąż kwestia edukacji” – komentuje ten stan rzeczy Janusz Diemko.

Tymczasem dla polskiego rynku kart zbliża się wielki krok – migracja do kart z mikroprocesorem. Na razie tylko 2,4 mln z 27,3 mln (na koniec pierwszego kwartału wg danych NBP) to karty nowej generacji. Jednak to właśnie karty z chipem zaczną królować w polskich portfelach, a wraz z nimi – nowe usługi. 

„Na razie jeszcze nie widać zwiększonej funkcjonalności kart mikroprocesorowych i sama migracja nie spowoduje, by klienci odczuli zmianę. Na pewno te karty będą bezpieczniejsze, choć w Polsce i tak poziom transakcji oszukańczych dla kart mikroprocesorowych jest bardzo niski. Dla kart debetowych nie przekracza, według naszych danych, 0,05 proc. wartości transakcji” – mówi prezes First Data w Polsce.

Nie ma gdzie płacić kartą

Wyzwaniem dla rynku jest przekonanie klientów do niewielkich płatności kartami. W Polsce zarówno Visa jak i MasterCard wprowadziły już swoje karty zbliżeniowe, które nie wymagają autoryzacji przy transakcjach nieprzekraczających 50 zł, wystarczy przesunąć kartę przed czytnikiem. Janusz Diemko przyznaje, że nawet w krajach, gdzie rynek płatności bezgotówkowych jest bardziej rozwinięty, ten segment płatności o niskich kwotach jest ciągle w powijakach.

„W Wielkiej Brytanii liczba transakcji gotówkowych poniżej 10 funtów jest rocznie liczona w miliardach. Nawet tam 15 proc. społeczeństwa nie ma kontaktu z bankami” – podkreśla. Ale w Londynie 8 mln osób codziennie korzysta z transportu publicznego i tyle samo osób może wybrać kartę miejską połączoną z elektroniczną portmonetką.

W Polsce na 190 tys. terminali płatniczych jest zaledwie ok. tysiąca, które akceptują płatności zbliżeniowe i niewiele kart tego typu. First Data, tak jak konkurencja, zamierza udostępnić terminale do płatności „contactless”. Można sądzić, że pomysły niektórych uczelni, by łączyć kartę studencką ze zbliżeniową kartą płatniczą, zwiększą zainteresowanie tym produktem wśród osób młodych. Jednak to wciąż za mało dla masowego posługiwania się kartą contactless.

Zdaniem Janusza Diemko, pewnym rozwiązaniem mogą być karty cobrandowe, popularyzujące płatności bezstykowe wśród nowych grup klientów. Wciąż jednak pozostaje problem, co powinno być pierwsze – duża liczba kart, którymi trudno zapłacić w promowany sposób, czy duża liczba czytników (każdy to 100 euro) czekających na klientów.

Karta bezstykowa jest też wyposażona w pasek magnetyczny i mikroprocesor, więc można z niej korzystać w POSach wszelkiego typu – „ale nie zwiększa to szybkości transakcji, która jest główną zaletą płatności bezstykowych” – podkreśla szef First Data w Polsce. W dodatku Visa i MasterCard mają odmienne sposoby akceptacji kart „contactless”, co oznacza konieczność podwójnych szkoleń dla sprzedawców. 

Kolejna możliwość nowoczesnych kart, których polski rynek nie wykorzystuje, to programy lojalnościowe, ale wielostronne, a nie pojedynczych sieci. „Zbieranie punktów lojalnościowych, wymienianych według ustalonego wspólnie parytetu na prezenty w dostępnej sieci wielu usługodawców, to wciąż jeszcze rzadkie dobro. Każdy sprzedawca chce mieć klienta tylko dla siebie” – mówi Janusz Diemko. Przy tym polski rynek programów lojalnościowych, na którym obecnie jest tylko Premium Club, wabi dużych graczy i najprawdopodobniej w ciągu dwóch lat pojawi się zagraniczny operator, który wybierze grupę interesujących uczestników programów lojalnościowych.

Póki co....

Na razie więc, dopóki banki nie zaoferują bardziej wyrafinowanych usług związanych z kartami i nie przyzwyczają do nich klientów, agenci rozliczeniowi robią to, co mogą zrobić, czyli np. wprowadzają usługi dostępne w terminalach kasowych, jak doładowania telefonów. 

First Data w Polsce w 2007 r. rozliczył prawie 200 mln transakcji. Obecnie ma 65 tysięcy terminali płatniczych. Zarządza też sieciami bankomatów i przygotowuje się do budowy własnej sieci.