Trzy czołowe instytuty badań nad gospodarką skorygowały swoją wcześniejszą prognozę spadku PKB Niemiec wywołanego pandemią koronawirusa. W analizie przygotowanej dla rządu federalnego kiloński Instytut Gospodarki Światowej (IfW), berliński Niemiecki Instytut Badań nad Gospodarką (DIW) i Instytut Badań Ekonomicznych im. Leibniza w Halle poinformowały, że recesja osiągnie w 2020 r. 5,4 proc. Jeszcze w kwietniu spodziewano się, że spadek wyniesie 4,2 proc. Obniżona została też prognoza tempa wzrostu niemieckiej gospodarki w 2021 r., z 5,8 proc. na 4,7 proc.

– Wyraźnie spowolniły zwłaszcza sektory silnie uzależnione od kontaktów społecznych, jak restauracje, branża turystyczna, eventowa czy transport lotniczy – mówił podczas prezentacji raportu pod koniec tygodnia Stefan Kooths z IfW. – Ta część niemieckiej gospodarki jeszcze długo będzie cierpieć z powodu pandemii. Zacznie się odbudowywać dopiero wtedy, gdy przestaną obowiązywać ograniczenia mające zapobiegać rozprzestrzenianiu się wirusa. Spodziewamy się, że nastąpi to w drugiej połowie nadchodzącego roku – dodał. Osiągnięcie poziomu produkcji przemysłowej sprzed kryzysu ma mieć miejsce dopiero pod koniec 2021 r.

– Korekta prognoz pokazuje, że wakacyjny optymizm dotyczący niemieckiej gospodarki nie był do końca uzasadniony. Warto zastrzec, że ekonomiści wciąż nie są pewni, jaki realny wpływ wywrze pandemia koronawirusa na gospodarkę. Zaczynają jednak coraz bardziej uwzględniać w prognozach czynnik, jakim jest niepewność – mówi DGP Konrad Popławski z warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich. – Nie wiadomo, czy u naszych sąsiadów nie zostanie wprowadzony kolejny lockdown. A jeśli tak, to jak restrykcyjne będą ograniczenia. W związku z tym perspektywy są coraz gorsze – tłumaczy.

Popławski podkreśla, że dzięki państwowym programom pomocowym dotychczasowy kryzys był raczej wirtualny. Jesień może jednak przynieść realne zwolnienia i wstrząsy społeczne. Stawia to rząd RFN przed koniecznością wdrażania kolejnych programów osłonowych, zwłaszcza że nadchodzą wybory do Bundestagu – uważa analityk. Otwarte pozostaje, czy Berlin stać na wpompowanie kolejnych miliardów pomocy. – Dla Polski problemy Niemiec nie są dobrą wiadomością. Nasze gospodarki są blisko związane. Może to prowadzić do spadku zamówień dla niektórych branż naszego przemysłu, które są uzależnione od sektora motoryzacyjnego RFN – podkreśla Popławski.

– Łyżką miodu w tej beczce dziegciu jest jednak fakt, że w czasie kryzysów ekonomicznych niemieccy konsumenci odkładają na bok patriotyzm gospodarczy i sięgają po produkty dobrej jakości, ale o niższej cenie. Przestają przywiązywać wagę do marki i kraju pochodzenia. Jest to bez wątpienia szansa dla polskich producentów – konkluduje ekspert. Jeszcze w środę minister gospodarki RFN Peter Altmaier zapowiedział tymczasem zwiększenie udzielanej już teraz pomocy dla firm. Przede wszystkim o kolejne pół roku, do 30 czerwca 2021 r., zostanie wydłużony okres obowiązywania bieżących programów.

Również w środę kanclerz Angela Merkel i premierzy krajów związkowych porozumieli się co do nowych ograniczeń w związku z rekordową liczbą zakażeń. Instytut Roberta Kocha poinformował w piątek o 7334 nowych przypadkach. Poprzedniego dnia było ich 6638. W miastach i regionach, gdzie liczba nowych infekcji w ciągu siedmiu dni przekroczy 35 na 100 tys. mieszkańców, maseczki trzeba będzie nosić nie tylko w środkach transportu publicznego i sklepach, ale i w większych skupiskach ludzi na zewnątrz. Tam, gdzie ta liczba będzie większa niż 50 na 100 tys., nie będzie wolno urządzać prywatnych uroczystości dla więcej niż 10 osób i dwóch gospodarstw domowych. W takiej sytuacji lokale gastronomiczne będą musiały wypraszać gości po godzinie 23, a bary i kluby zostaną zamknięte. Największe kontrowersje budzą ograniczenia w podróżach dla mieszkańców obszarów podwyższonego ryzyka. W momencie zamykania tego wydania DGP 83 niemieckie miejscowości zostały zidentyfikowane, jako ogniska koronawirusa.