Produkcja piwa rośnie. Sprzedaż w czasie pandemii zmalała. Branża ma jednak nadzieję na odbicie latem.
W pierwszych czterech miesiącach tego roku krajowe browary wyprodukowały o prawie 4 proc. więcej piwa niż w analogicznym okresie ub.r. Oficjalne dane Głównego Urzędu Statystycznego mówiły wprawdzie o wzroście o 7,5 proc. (produkcja na poziomie 12,98 mln hl), ale, jak dowiedział się DGP, uległy na początku maja korekcie. Zaważyły wyniki z kwietnia. Jak się okazuje, produkcja wyniosła niecałe 3,5 mln hl, zamiast wcześniej szacowanych 4 mln hl.
‒ Styczeń i luty były bardzo dobre. Produkcja w obu miesiącach wzrosła rok do roku. W marcu zbliżyła się już do poziomu z 2019 r., a w kwietniu zanotowała spadek. Widać więc, że producenci ostrożniej budują stany magazynowe, które będą uwalniane w kolejnych miesiącach ‒ tłumaczy Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny ZPPP Browary Polskie.
Reklama
W magazynach ciągle jest towar, który nie sprzedał się z powodu pandemii. W dużej mierze z powodu zamknięcia restauracji i pubów na czas walki z epidemią. Udział kanału HORECA (hotele, restauracje, catering) w całkowitej sprzedaży piwa sięga ok. 15 proc. Mniejsze obroty notowały też markety. Według firmy badawczej CMR spadek w kwietniu wyniósł 7,5 proc. Całkiem dobrze miała się natomiast w tym czasie sprzedaż piwa w małych sklepach. Jak wynika z danych CMR, wzrosła o niemal 6 proc. To jednak nie wystarczyło, by uratować ogólny wynik.
‒ W marcu Polacy kupili o 6 proc. piwa mniej, a w kwietniu o 3 proc. ‒ wymienia Bartłomiej Morzycki. Dodaje, że znaczenie miała też nie najlepsza na rozpoczęcie sezonu piwnego aura.

Reklama
Mimo to wartość sprzedanego piwa w Polsce rośnie. Według Adama Dużyńskiego, starszego konsultanta z Nielsen Connect, wzrost w marcu i kwietniu wyniósł 6 proc. ‒ Ma to związek trendem „premiumizacji”: droższe segmenty i kategorie odnotowują większe wzrosty. Nasilił się on w trakcie trwających w marcu i kwietniu obostrzeń. Woleliśmy wypić mniej, ale uraczyć się lepszym trunkiem – tłumaczy ekspert.
Do tego kwarantannę woleliśmy spędzać raczej na trzeźwo. Sprzedaż piw bezalkoholowych wzrosła o prawie 30 proc. Nastąpiło to przede wszystkim kosztem piw smakowych, jak i radlerów czy klasycznego lagera.
Grupa Żywiec zanotowała wzrost przychodów z 606,6 mln zł do 770,1 mln zł. Mimo to miała ponad 20 mln zł straty na działalności operacyjnej. Wpływ na to miał wzrost kosztów działalności oraz zwiększone inwestycje w marketing i nowe produkty.
Branża liczy na udany sezon letni.
‒ Z jednej strony nie będzie imprez masowych, które są dodatkowym bodźcem do kupowania piwa. Z drugiej strony wiele wskazuje na to, że Polacy spędzą wakacje przede wszystkim w kraju. To z kolei może pozytywnie wpłynąć na popyt ‒ tłumaczy Beata Ptaszyńska-Jedynak, dyrektor ds. komunikacji w Carlsberg Polska.
Klienci powoli wracają do restauracji i pubów, którym dodatkowo na rękę idzie wiele samorządów, umożliwiając otwieranie ogródków po niskich kosztach, by tylko odzyskały klientów.
Branża czeka jeszcze na odblokowanie granic. Wraz z nimi mogą wrócić zagraniczni turyści oraz sprzedaż przygraniczna. W przypadku piwa, podobnie jak wyrobów tytoniowych, odpowiada ona za dużą część obrotów. Powód: niższe ceny w porównaniu z sąsiednimi krajami. ‒ Do Polski po piwo przyjeżdżali na przykład Litwini ‒ mówi Bartłomiej Morzycki.
Powoli odbudowuje się eksport, który w pierwszych dwóch miesiącach roku, według GUS, zmalał o 16 proc. Firmy zaznaczają jednak, że odbiorcy czekali do ostatniej chwili, by przekonać się ostatecznej o ofercie rynkowej, zanim złożą zamówienia. ‒ Nowości pojawiły się na dobrą sprawę w marcu. Stąd taka sytuacja – wyjaśnia Beata Ptaszyńska-Jedynak.
Polska jest obecnie drugim po Niemczech producentem piwa w Europie.
W całym 2020 r. branża nie spodziewa się wzrostów produkcji. Uważa, że jeśli rynek uniknie spadku, to i tak będzie dobrze. Szczególnie że ostatnie lata były rekordowe dla sektora.
Polska jest drugim po Niemczech producentem piwa w Europie