Mniejszy niż zwykle wzrost przedświątecznych wydatków w stacjonarnych sklepach, za to skokowe zwiększenie wartości zakupów w internecie: epidemia zmienia zwyczaje Polaków.
Reklama
DGP
Gdyby nie epidemia, Polacy wydaliby więcej na święta. Taki generalny wniosek można wysnuć na podstawie informacji z banków i sklepów o wynikach przedświątecznego sezonu zakupowego. Pytaliśmy je, czy walka z rozprzestrzenianiem się choroby i związane z nią nowe reguły w handlu wpłynęły na sposób dokonywania zakupów i ich wielkość.
Najkrótsza odpowiedź: tak, i to bardzo. Według danych Banku Millennium na podstawie transakcji kartowych jego klientów wydatki na żywność w ostatnim tygodniu przed świętami były o 11 proc. większe niż w tygodniu przedświątecznym 2019 r. Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Millennium, zwraca uwagę na wpływ wzrostu cen. W tym roku artykuły żywnościowe kosztowały średnio o 8,6 proc. więcej niż roku temu. Bardziej miarodajne jest więc porównanie przedświątecznych wydatków do średnich tygodniowych wydatków z dwóch pierwszych miesięcy roku. W takim ujęciu na tegoroczne zakupy żywnościowe poszło o 18 proc. więcej niż przeciętnie. Ale roku temu wzrost był dwa razy większy – 35 proc.

Reklama
– To oznacza, że na same święta wydaliśmy prawdopodobnie mniej, a wzrost wydatków w ujęciu nominalnym może być spowodowany wyższą inflacją. Realnie wydatki świąteczne w sklepach spożywczych były zapewne niższe, co widoczne jest w mniejszej liczbie transakcji – mówi Grzegorz Maliszewski.
Według firmy CMR, zajmującej się analizą sprzedaży detalicznej w tygodniu poprzedzającym Wielkanoc, Polacy zostawili w małych sklepach i supermarketach 3,5 mld zł. To o 0,3 proc. mniej niż tuż przed świętami w roku ubiegłym. Eksperci podkreślają jednak, że w związku z pojawieniem się epidemii Polacy już 2–3 tygodnie wcześniej zrobili ogromne zapasy.
– Zakupy w ostatnim czasie były znacząco utrudnione. Pojawiły się dodatkowe ograniczenia w postaci liczby klientów na sklep, czy wyznaczeniu specjalnych godzin dla seniorów – zaznacza Elżbieta Szarejko z firmy CMR.
Zmiana obyczajów jest widoczna jeszcze w co najmniej dwóch aspektach. Pierwszy: klienci częściej wybierali mniejsze sklepy. W tygodniu poprzedzającym tegoroczne święta w porównaniu z tygodniem przedświątecznego w 2019 r. wartość sprzedaży zwiększyła się tam o 6 proc. (mimo spadku liczby transakcji). Średnia wartość koszyka zakupowego wzrosła o 56 proc., do 26 zł. Wydatki w supermarketach spadły o 15 proc., choć wartość przeciętnego koszyka urosła o 83 proc., do ponad 69 zł.
– To pokazuje, że potencjał sklepów nie został w pełni wykorzystany. Stało się tak przez wprowadzone ograniczenia w handlu. W supermarketach szczególnie negatywny wpływ miały godziny dla seniorów. Nie udało się odrobić strat z tym związanych w pozostałym czasie funkcjonowania sklepów – ocenia Elżbieta Szarejko.
Sieci robiły, co mogły, by przyciągnąć klientów, decydując się na liczne promocje. W Lidlu zestaw podstawowych produktów świątecznych potaniał w skali roku o 4 proc. Biedronka zredukowała ceny 100 artykułów spożywczych najczęściej trafiających do koszyków klientów, takich jak sery, jajka, owoce, pieczywo czy wędliny.
– W tym roku, ze względu na wprowadzone obostrzenia, klienci robili zakupy w sposób bardziej przemyślany, przychodzili do sklepów rzadziej, ale z gotową kompletną listą potrzebnych produktów, by nie wracać kolejny raz, jeśli o czymś zapomną lub czegoś im zabraknie. Tym samym przepływ klientów w sklepie był mniejszy, ale koszyki zakupowe większe – mówi Agata Biernacka, kierownik działu komunikacji i PR w Aldi.
Druga zmiana w obyczajach to duży wzrost wartości e-commerce. Taki wniosek można wysnuć na podstawie danych Polskiego Standardu Płatności, operatora systemu Blik. Rok temu wartość zakupów w internecie, opłacanych przez Blik w tygodniu przedświątecznym, była o 19 proc. większa niż średnia. W tym roku wzrost wynosił już 72 proc. Porównując oba tygodnie przedświąteczne – tegoroczna sprzedaż w sieci była dwa razy większa niż ubiegłoroczna.
– Obserwujemy duże przyspieszenie rynku e-commerce. Nie tylko tradycyjni sprzedawcy zaczynają wchodzić w ten segment, ale dotychczasowi usprawniają sprzedaż i oferują nowy asortyment z uwagi na większe zainteresowanie klientów. Kiedy ograniczenia związane z epidemią zostaną zniesione, świat handlu będzie zdecydowanie bardziej online – mówi Dariusz Mazurkiewicz, prezes Polskiego Standardu Płatności.