- Zgodnie z propozycją KE można dokonywać przesunięć w programach i przeznaczać pieniądze na walkę z koronawirusem. Ważna będzie pomoc dla szpitali, ich oddziałów zakaźnych czy zakupy podstawowego sprzętu - mówi w wywiadzie dla DGP Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej.



Wiemy już, jak wydamy 7,4 mld euro przeznaczone na walkę z koronawirusem?
Wokół tej kwoty narosło już wiele mitów. Pamiętajmy, że to nie są nowe środki. One pochodzą z naszej puli w polityce spójności na lata 2014–2020. Zgodnie z propozycją KE można dokonywać przesunięć w programach i przeznaczać fundusze na przeciwdziałanie zagrożeniom związanym z koronawirusem oraz zapobieganie jego negatywnym skutkom gospodarczym. Ważne będzie wsparcie systemu ochrony zdrowia, chodzi o pomoc dla szpitali, ich oddziałów zakaźnych czy zakupy podstawowego sprzętu – aparatury medycznej, środków ochrony osobistej, testów. Nie mniej istotny obszar to gospodarka i przedsiębiorczość. Myślimy tu nie tylko o branżach najbardziej zagrożonych, jak turystyka, transport, usługi gastronomiczne czy hotelarskie. Ofertę wsparcia kierujemy szeroko, bo trudno dziś wskazać sektor gospodarki niedotknięty przez efekty pandemii.
O jakich instrumentach mowa i kto będzie mógł z nich skorzystać?
Wprowadzamy zmiany i ułatwienia w już istniejących rozwiązaniach, jak fundusze gwarancyjne czy kredyt na innowacje technologiczne w programie Inteligentny Rozwój. Planujemy uruchomienie nowego funduszu pożyczkowego o wartości co najmniej 400 mln zł, który zapewni przedsiębiorstwom finansowanie kapitału obrotowego na czas oddziaływania kryzysu związanego z pandemią. Nowością w zasadach gwarancji, znanego przedsiębiorcom instrumentu, Biznesmax w kredytach dla MSP udzielanych przez banki komercyjne będzie objęcie gwarancją kredytów odnawialnych w rachunku bieżącym. W kredycie technologicznym zaproponowaliśmy wyższą premię – dotychczas było to maksymalnie 6 mln zł, możliwość pokrycia wkładu własnego i więcej wydatków podlegających refundacji. Odbiorcami takiego wsparcia będą przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa. Zmiany te z jednej strony pozwolą im zachować płynność finansową, z drugiej ułatwią decyzje inwestycyjne czy wręcz utrzymanie produkcji. To przykładowe, realizowane już działania, a wprowadzamy też nowe, zwłaszcza w obszarze bezpośredniego wsparcia utrzymania miejsc pracy. Uzgodniliśmy z Komisją możliwość wykorzystania na ten cel części środków Europejskiego Funduszu Społecznego. Z programu Wiedza Edukacja Rozwój będzie to ok. 600 mln zł. Czekamy na decyzje marszałków, więc kwota ta może znacząco zwiększyć się o środki z programów regionalnych. Szacujemy, że może nawet przekroczyć 1,5 mld zł. Wszystko po to, by firmy nie musiały zwalniać pracowników.
Przesunięcia pieniędzy na walkę z pandemią siłą rzeczy oznaczają, że z czegoś innego musimy zrezygnować. Z czego konkretnie?
Rzeczywiście nie mamy dodatkowych środków, więc skądś musimy je zabrać. Przede wszystkim mówimy jednak o pieniądzach pochodzących z oszczędności w rozstrzygniętych konkursach, czyli tam, gdzie zgłoszono mniej projektów lub ich koszty są niższe od pierwotnie zakładanych. Dochodzą do tego środki jeszcze niezakontraktowane w poszczególnych działaniach. Są to bardzo różne obszary – począwszy od przedsiębiorczości po infrastrukturę.
Kiedy te pieniądze zaczną realnie krążyć w polskiej gospodarce?
Realnie to już krążą, bo każda podpisana w tym roku umowa mieści się w tej kwocie. Ale niebawem zaczną oddziaływać pod antykoronawirusowym szyldem, bo te przesunięcia nie wymagają długiej procedury uzyskiwania zgody KE, choć w niektórych przypadkach potrzebne są zmiany legislacyjne na poziomie UE. Współdziałamy z Komisją i liczymy na dobre, elastyczne przepisy, ułatwiające w tym trudnym czasie prowadzenie inwestycji i ich rozliczanie. Tam gdzie już można dokonujemy przesunięć, marszałkowie podobnie. Front walki z SARS-CoV-2 jest coraz szerszy.
Te pieniądze – jak pani mówiła – mają pomóc m.in. w utrzymaniu zatrudnienia w firmach. Czy mechanizmy ich wydawania mogą być podobne do tych przewidzianych w tarczy antykryzysowej rządu?
Pamiętajmy, że te środki są na dwóch poziomach – krajowym i regionalnym. Chcemy, by jak najszybciej trafiły do przedsiębiorców. Muszą być jednak rozdysponowane w ramach konkursów, bo tego wymaga od nas Unia. Ale postaramy się, by były one jak najmniej zbiurokratyzowane, by firmy mogły sięgnąć po te środki bardzo szybko.
Tylko na co rozpisywane będą te nabory? Bo jeszcze niedawno mogliśmy myśleć o rozwijaniu kompetencji czy zwiększaniu innowacyjności. A dziś chodzi o przeżycie przedsiębiorstw.
Zgodnie z zasadami pomocy publicznej przedsiębiorca musi złożyć wniosek, chociażby na dopłaty do wynagrodzenia, utrzymanie płynności firmy czy środki obrotowe. Beneficjent będzie musiał pokazać, że ma do czynienia z siłą wyższą, w wyniku czego stracił płynność lub nie uzyskał takich obrotów jak w porównywalnym okresie poprzedniego roku. Mamy na względzie, by wsparcie kierować do tych, którzy najbardziej takiej pomocy potrzebują, wszak kwotę funduszy unijnych mamy na ten rok ograniczoną, choć wierzę, że jeśli ją przekroczymy, Komisja znajdzie środki na pełną refundację.
A co z przedsiębiorcami, którzy już realizują unijne projekty i teraz wpadają w tarapaty? Czy oni mogą przekierować pozyskane eurofundusze na inne cele, np. na utrzymanie zatrudnienia?
Do wszystkich instytucji odpowiedzialnych za wdrażanie środków europejskich skierowaliśmy rekomendacje, by każdą sytuację oceniać indywidualnie i reagować elastycznie. Chodzi np. o wydłużanie terminów realizacji projektów, wyrażanie zgody na zakończenie projektu bez konieczności zwrotu środków, jeżeli jego dalsza część nie może być zrealizowana zgodnie z tym, co zadeklarowano we wniosku o dofinansowanie. W przypadku projektów finansowanych z Europejskiego Funduszu Społecznego, gdy beneficjent zapłacił już za szkolenia albo wyjazd, który się nie odbył i nie ma możliwości odzyskania poniesionych kosztów, zarekomendowaliśmy, by uznawać te wydatki i nie żądać ich zwrotu. Tego typu elastyczne zasady mają odciążyć przedsiębiorców w tych trudnych czasach.
A jeśli ktoś pozyskał eurofundusze na konferencję czy szkolenia, dziś będzie mógł przeznaczyć te pieniądze np. na utrzymanie miejsc pracy?
Jeśli nie ma możliwości zorganizowania takiej konferencji w terminie późniejszym, to oczywiście będziemy w miarę możliwości robić wszystko, by te pieniądze zostały u beneficjenta, np. umożliwiając mu organizację tego wydarzenia w innej formie – zdalnej czy telekonferencyjnej. A jeśli podstawowa działalność zostanie utrzymana, to i miejsca pracy pozostaną.
Dużo jest w tej chwili takich otwartych, niezakończonych projektów, w ramach których tego rodzaju przesunięcia mogłyby nastąpić?
Trudno oszacować tę liczbę. W tej perspektywie mamy jak dotąd podpisanych ok. 60 tys. umów, zatem kilkadziesiąt tysięcy projektów jest nadal w realizacji. Wiele z nich z pewnością doświadczy problemów wywołanych pandemią koronawirusa. Wydane przez nas rekomendacje działają – wiemy to i od instytucji, i od beneficjentów, ale zarazem odbieramy sygnały, że nie każdy przypadek można na ich podstawie rozstrzygnąć. Konieczne jest umocowanie w przepisach prawa dostosowanych do nowej sytuacji. Dlatego przygotowaliśmy projekt specjalnej ustawy o szczególnych rozwiązaniach wspierających realizację programów operacyjnych w związku z wystąpieniem COVID-19 w 2020 r. W najbliższym czasie skierujemy go do konsultacji, które też chcemy przeprowadzić możliwie jak najszybciej.
Co przewiduje?
Zakłada on możliwość wydłużania terminów w konkursach oraz na uzupełnienie i poprawki wniosków o dofinansowanie, nadzwyczajny tryb wyboru projektów i możliwość zmiany kryteriów wyboru w każdym czasie. Chcemy też wprowadzić możliwość aneksowania umów o dofinansowanie, wydłużenie terminów na wniosek o płatność i realizację projektu, uznanie braku możliwości wykonania wskaźnika, a w razie konieczności uznania za kwalifikowalne wydatków na niezrealizowane cele. Oprócz rozwiązań poprawiających sytuację beneficjentów proponujemy zmiany natury proceduralnej. Wprowadzamy możliwość pracy zdalnej komisji oceniających projekty, komitetów monitorujących, a nawet kontroli i audytów. W przypadku gdy nie będzie możliwe przeprowadzenie ich zza biurka, będzie można je zawiesić. Przewidujemy wreszcie możliwość przedłużenia terminów w postępowaniach administracyjnych albo ich zawieszenia, wstrzymania wykonania decyzji, a także stosowania ulg w spłacie należności. Łatwiejsze będzie udzielanie i rozliczanie zaliczek. I – chociaż na koniec, to nie mniej ważne – uzasadnione niedotrzymanie warunków umowy o dofinansowanie nie będzie skutkować wykluczeniem z możliwości otrzymania środków europejskich w kolejnych konkursach.
Zatem, o ile szybko wprowadzone rekomendacje dla instytucji i beneficjentów inwestujących fundusze unijne stanowią tarczę antykoronawirusową, tak jestem przekonana, że nowa ustawa okaże się skuteczną szczepionką, zwiększającą odporność naszych firm, samorządów, organizacji pozarządowych, uczelni i innych beneficjentów na turbulencje wywołane przez koronawirusa.
Co z projektami, które teraz są finalizowane?
Musimy reagować na bieżąco, czyli przede wszystkim analizować możliwości wydłużenia terminów realizacji projektów. Jeśli pomimo to nie będzie szans na ukończenie projektów, będą one zamykane na obecnym etapie, jako zrealizowane i rozliczane, bez nakładania korekt finansowych na beneficjentów. Tak, by można było projekt rozliczyć i jeśli zostaną jeszcze jakieś środki, to przekierować je na inny cel. Jasne regulacje prawne, które chcemy wprowadzić specustawą, z jednej strony uelastycznią zasady i pozwolą dokończyć rozpoczęte projekty z maksymalną możliwą efektywnością i bez strat finansowych, z drugiej – dostępne fundusze ukierunkują na zwalczanie koronawirusa i ograniczanie jego niepożądanych skutków dla gospodarki.
Inwestycje prowadzą też samorządy. Władze lokalne chcą mieć pewność, że jeśli nie nałożą kary na wykonawców za niedotrzymanie terminu kontraktu, nie narażą się na zarzut naruszenia dyscypliny finansów publicznych.
Część tych regulacji – w zakresie kar umownych czy zawieszenia stosowania prawa zamówień publicznych – będzie uwzględniona w tarczy antykryzysowej. Na ostateczną wersję jeszcze czekamy, ale na pewno zdajemy sobie sprawę, że takie sytuacje mogą mieć miejsce, więc ten aspekt siły wyższej będzie mieć duże znaczenie w kontekście finansów publicznych i niedochodzenia kar. To samo zastosujemy przy projektach realizowanych z pomocą eurofunduszy. Chodzi o to, by żadne instytucje audytowe nie miały potem wątpliwości, że wszystko zostało zrobione zgodnie z prawem. Tu nasza specustawa także znajdzie zastosowanie.
A jak koronawirus wpływa na rozmowy o przyszłej perspektywie finansowej UE? One się w ogóle toczą?
Tak. Jesteśmy z Komisją Europejską w stałym kontakcie. Oczywiście kwestie koronawirusa są na pierwszym planie, zwłaszcza dopracowanie rozporządzenia, które ma pozwolić na wydawanie pieniędzy na walkę z nim z tej perspektywy. Równolegle rozmawiamy o nowej perspektywie finansowej i podziale środków w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Pracujemy nad projektem umowy partnerstwa, cel jest taki, by w II kwartale umowę przedstawić do konsultacji.
A czy w rozmowach pojawia się pomysł wykrojenia w nowej perspektywie zakładki w budżecie czy funduszu na zabezpieczenie przed takim zagrożeniem, z jakim mamy do czynienia teraz, czyli pandemią z gospodarczymi turbulencjami?
Na razie o tym nie słychać. Ale każde takie zagrożenie jest lekcją, z której wyciągamy wnioski. Nie wykluczam więc, że idea zapewnienia takich środków na przyszłość się pojawi.
Polska wyjdzie z takim pomysłem?
Nie wykluczam, że zgłosimy taki postulat, choć musimy pamiętać, że każda nowa pozycja w budżecie pomniejsza istniejące alokacje na dotychczasowe cele i zarazem dla poszczególnych państw.