Były prezes GetBacku przebywa w areszcie od prawie półtora roku. Mógł się wymknąć organom ścigania, bo kilka tygodni po wybuchu afery wyleciał do Izraela. Wrócił w połowie czerwca 2018 r. i został zatrzymany jeszcze na lotnisku w Warszawie. Tego samego dnia agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego przyszli po jego bliskiego współpracownika Piotra B.

Problemy GetBacku wyszły na jaw, gdy spółka wypuściła w połowie kwietnia ubiegłego roku – natychmiast zdementowaną – informację, że rozmawia o pozyskaniu finansowania do 250 mln zł od Polskiego Funduszu Rozwoju i banku PKO BP. Wtedy jej notowania zostały zawieszone, K. odwołany ze stanowiska prezesa spółki, a Komisja Nadzoru Finansowego złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na podaniu nieprawdy w komunikacie giełdowym. To uruchomiło lawinę, a kolejne miesiące pokazały skalę nieprawidłowości w funkcjonowaniu wrocławskiego windykatora.

Poszukiwanie ochrony

Z ustaleń DGP wynika, że zanim inwestorzy dowiedzieli się, że spółka nie ma z czego spłacać obligacji, Konrad K. szukał wsparcia w różnych miejscach. Również w CBA.

– Pojawił się w Biurze niedługo przed wybuchem afery. Przyprowadził go Piotr B. Trudno mówić o współpracy, bo K. nie przekazał żadnych informacji. Głównie narzekał na problemy płynnościowe spółki, na głównego akcjonariusza, czyli kontrolujący GetBack fundusz Abris, który nie chciał zasilić kapitałowo spółki, i wyrażał nadzieję na pozyskanie finansowania – mówi nasz informator.

Na początku grudnia portal Onet podał, że K. zeznał, iż „bardzo długo” przed tym, jak nieprawidłowości w GetBacku zostały ujawnione, był już współpracownikiem CBA o pseudonimie „Zeus” i z jego spotkań z agentami są „nagrania”. Informację tę zdementował na Twitterze zastępca ministra koordynatora służb specjalnych Maciej Wąsik, pisząc: „nieprawda”.

Faktem jednak jest, że słowa K. o współpracy z CBA zostały zaprotokołowane i znajdują się w aktach sprawy. Udało nam się ustalić, że miały paść podczas konfrontacji, jaką miał K. z innym podejrzanym w tej aferze – Piotrem Osieckim, założycielem i byłym prezesem Altus TFI. Osiecki usłyszał kilka zarzutów, a najpoważniejszy związany jest ze sprzedażą spółki EGB Investments przez 15 zarządzanych przez Altusa funduszy inwestycyjnych. Zdaniem śledczych wrocławski windykator przepłacił co najmniej 160 mln zł przy tej transakcji. Ostatnia konfrontacja pomiędzy byłym prezesem GetBacku a Osieckim miała miejsce na początku listopada tego roku w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie. To było już ich drugie spotkanie w takich okolicznościach.

– K. jako podejrzany nie zeznaje, lecz składa wyjaśnienia, a w tych nie musi podawać prawdy w przeciwieństwie do świadków, którzy za kłamstwo ponoszą odpowiedzialność karną – mówi nasz informator znający szczegóły sprawy.

Nasze źródła wskazują, że Konrad K. obszernie dzieli się swoją wiedzą z prokuratorami. Informacje pochodzące od niego przyczyniły się do postawienia zarzutów różnym osobom. Jest dla śledczych wiarygodnym świadkiem, a w mediach już kilka miesięcy temu pojawiły się informacje, że stara się o status tzw. małego świadka koronnego.

– Warunkiem uzyskania takiego statusu, gdy akt oskarżenia trafi już do sądu, jest de facto pełna szczerość i wiarygodność wyjaśnień, które K. składa w toku śledztwa. To nie jest tak, że prokuratorzy biorą każde jego słowo jak prawdę objawioną, ale szukają potwierdzenia w zeznaniach świadków, wyjaśnieniach innych podejrzanych, materiale dowodowym. Do tej pory nie pojawiły się większe zastrzeżenia co do jego wiarygodności – twierdzi nasz informator.

Tyle że jeśli K. skłamał w sprawie współpracy z CBA, to obrońcy innych podejrzanych w aferze GetBacku, których były prezes spółki obciążył swoimi wyjaśnieniami, mogą podnosić, że jego wiarygodność także przy innych informacjach jest niewielka.

Człowiek od bezpieczeństwa

Nasi informatorzy wskazują, że wizytę w CBA polecił Konradowi K. jego współpracownik Piotr B. Został zatrzymany tego samego dnia co były prezes spółki. Prokuratura zarzuca mu osiągnięcie korzyści majątkowej dla siebie oraz swojej firmy i działanie wspólnie z K. Z ustaleń śledczych wynika, że w grudniu 2017 r. prezes GetBacku w imieniu windykatora zawarł ze spółką Piotra B. umowę o świadczenie usług „w zakresie bezpieczeństwa w biznesie”. Faktury wystawiano aż do kwietnia 2018 r., chociaż windykator przeżywał już wtedy poważne problemy płynnościowe, w sumie – zdaniem prokuratury – na kwotę 7,3 mln zł. Przy tym usługi miały być fikcyjne.

– Był dla K. człowiekiem do zadań specjalnych. Legendował się na osobę, która ma szerokie kontakty w polskich służbach i w Izraelu – mówi nam osoba znająca szczegóły śledztwa. Jej zdaniem to B. namówił byłego prezesa GetBacku do powrotu z Izraela, twierdząc, że w Polsce jest bezpiecznie i nie ma ryzyka, że zostanie zatrzymany. Rzeczywistość okazała się inna.

Z ustaleń „Gazety Wyborczej” wynika z kolei, że Piotr B. był również pośrednikiem w rozmowach pomiędzy byłym prezesem GetBacku a Kornelem Morawieckim. Konrad K. szukał wsparcia państwowych instytucji finansowych, gdy spółka utraciła płynność i przestała obsługiwać zobowiązania. B. miał się spotkać z Morawieckim seniorem i zabiegać w imieniu K. o pożyczkę dla GetBacku. Dzień później spółka wydała w tej sprawie komunikat, który został natychmiast zdementowany przez PKO BP i PFR. Piotr B. areszt opuścił w grudniu ubiegłego roku za poręczeniem w wysokości 250 tys. zł.

– Wizyta w CBA, podobnie jak listy wysyłane do premiera, szefa Komisji Nadzoru Finansowego, a nawet prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, pozwalały K. zbudować przekonanie, że jest blisko obozu władzy. Miały mu też dać gwarancję, że nie pójdzie siedzieć – twierdzi nasze źródło.

W DGP opisywaliśmy listy jako pierwsi. Ówczesny prezes GetBacku żalił się Mateuszowi Morawieckiemu w dwóch pismach, że ma problemy płynnościowe przez większościowego akcjonariusza, czyli fundusz Abris, wskazywał, że pomagał państwowym bankom, kupując od nich niespłacane kredyty, a problemy kierowanej przez niego spółki to de facto polityczna zemsta za związki z PiS.

„Kiedy ewidentne stało się, że GetBack jest sponsorem obozu wolnościowego, nastąpiła zmasowana kampania oczerniająca GetBack jako piramidę finansową PiS” – podkreślał w liście do szefa rządu.

W aferze GetBacku wątek CBA pojawił się także przy okazji innego podejrzanego Radosława K. Został zatrzymany trzy tygodnie po Konradzie K. i Piotrze B. Jest podejrzany o popełnienie przestępstwa płatnej protekcji. Miał powoływać się na wpływy w służbach specjalnych, dzięki którym te wejdą na przeszukanie do Abrisu. Zdaniem śledczych celem jego działań było także doprowadzenie do rozpowszechnienia w mediach informacji kompromitujących większościowego akcjonariusza GetBacku i miał za to dostać nie mniej niż 3 mln zł w gotówce.