Otwieranie sklepów poprzez odsprzedaż licencji ma zagwarantować największej sieci dyskontowej w kraju dalszy rozwój.
Sieć, która liczy już ponad 2,9 tys. placówek, miała problem ze znalezieniem nowych, opłacalnych lokalizacji. A co roku stawiała sobie bardzo ambitny plan – około 100–150 nowych sklepów. Jedyną niezagospodarowaną przez nią niszą były małe miasta. Brak znajomości małych rynków i pojawiająca się tam na coraz większą skale konkurencja sprawiały jednak, że inwestycje w nie były ryzykowne. Dlatego Biedronka chce wykorzystać potencjał i wiedzę lokalnego biznesu.
– Partner, który chciałby prowadzić sklep naszej sieci, powinien dysponować odpowiednim lokalem. Najlepiej o wielkości ponad 400 mkw. w miejscowości liczącej od 3 do 5 tys. mieszkańców. Powinien też mieć możliwości przystosowania go do standardów naszej sieci, za wyjątkiem wyposażenia, które dostarczy sieć – wyjaśnia Ewa Micińska, dyrektor ds. rozwoju biznesu w Biedronce.
Reklama
Sieć będzie musiała się zmierzyć ze 162 innymi sieciami franczyzowymi w walce o inwestora. Do tego są wśród nich takie znane marki jak: Carrefour, Żabka, E. Leclerc czy Intermarche. W dodatku w małych miastach czeka na nią ogromna konkurencja. Zwłaszcza ze strony dynamicznie działającej polskiej sieci Dino. Eksperci podkreślają również, że Biedronka przestała być kojarzona z najniższą ceną. Dowodem na to są rankingi, w których od lat plasuje się w środku stawki, za hipermarketami takimi jak Auchan czy Kaufland. Jednocześnie, jak mówi Bartosz Bolecki, starszy analityk handlu detalicznego w PMR, sieć obok Lidla plasuje się w gronie liderów pod względem wydatków reklamowych. Ma też przetestowany sklep we franczyzie. Pilotaż był prowadzony od wielu lat. Objął w sumie 70 sklepów.
– Na korzyść sieci działa też bardzo rozpoznawalny brand – dodaje. W tegorocznym badaniu przeprowadzonym przez Open Research na temat wizerunku sieci spożywczych ponad jedna trzecia Polaków wymienia Biedronkę jako pierwszą, która przyszła im do głowy, gdy mieli wymienić znaną markę sklepu.
Eksperci dodają, że nowy koncept sieci jest potrzebny, bo z roku na rok jej sprzedaż rośnie coraz wolniej. W 2017 r. obroty w tych samych sklepach zwiększyły się o 8,6 proc. W roku ubiegłym już tylko o 2,7 proc.