statystyki

Podatek cyfrowy? Ma sens, ale tylko w całej UE [WYWIAD]

autor: Tomasz Żółciak12.09.2019, 07:54; Aktualizacja: 12.09.2019, 07:55
Marek Zagórski, minister cyfryzacji

fot. Wojtek Górski

Marek Zagórski, minister cyfryzacji fot. Wojtek Górskiźródło: DGP

– Ta danina powinna stanowić swego rodzaju opłatę na rzecz rozwoju infrastruktury, z której korzystają giganci internetowi – przekonuje Marek Zagórski, minister cyfryzacji. Jak dodaje, podatek mógłby wejść w życie za minimum dwa–trzy lata

Jeszcze niedawno polski rząd zapowiadał nałożenie na internetowych gigantów, takich jak Google czy Facebook, podatku cyfrowego. Szacowano już nawet wpływy z tego źródła. Tymczasem wiceprezydent USA Mike Pence podczas wizyty w Polsce podziękował nam za porzucenie prac nad tym projektem. Co takiego się stało?

Powstało wrażenie, że coś się zmieniło, podczas gdy nic takiego nie nastąpiło. W projekcie ustawy budżetowej na 2020 r. nie ma przewidzianych wpływów z podatku cyfrowego. I nie należy tego wiązać z wizytą wiceprezydenta USA. Wpływy nie są ujęte, ale to nie znaczy, że rezygnujemy z tych planów. Cały czas podkreślamy, że ten podatek ma sens, ale tylko wtedy, gdy będzie wprowadzony w całej UE. W poprzedniej kadencji KE nie udało się tej sprawy uzgodnić, kilka państw członkowskich zapowiedziało jakieś swoje przepisy w tym zakresie, dlatego my również podjęliśmy takie prace. Szacowaliśmy, że podatek cyfrowy może dać ponad 200 mln zł rocznie, więc nie jest to zbyt duża kwota. Na razie liczymy, że nowa KE podejmie temat. Moim zdaniem powinien być to podatek ogólnounijny i stanowić swego rodzaju opłatę na rzecz rozwoju infrastruktury. To wydaje się sprawiedliwe, bo platformy takie jak Facebook czy Google, od których chcemy pozyskiwać pieniądze, mają bardzo wysoką stopę zwrotu, bazując na infrastrukturze, którą budują europejskie firmy telekomunikacyjne i nie mają z tego należnych profitów. Za ogólnounijnym charakterem podatku cyfrowego przemawia także to, że wprowadzenie go przez poszczególne kraje członkowskie groziłoby zjawiskiem konkurencji podatkowej, a tego przecież nie chcemy.

A czy nie chodzi też o to, że działając w pojedynkę w sprawie podatku cyfrowego, przestraszyliśmy się reakcji Amerykanów, dlatego wyszliśmy z założenia, że w grupie raźniej?

Od początku mamy w tej sprawie takie samo stanowisko. Niestety projekt zakończył się fiaskiem na szczeblu unijnym. A widząc, że prace zapowiedziały takie kraje, jak Austria, Francja czy Hiszpania, my również się do tego przymierzyliśmy. Harmonizacja ma jeszcze inny cel – jednolite określenie, od czego podatek cyfrowy może być naliczany. Można go nałożyć np. od przychodów reklamowych, od zysku albo zawieranych transakcji. Pomysłów może się pojawić wiele, a nam chodzi o to, by było to jednolite.

A pan co by zaproponował?

Moim zdaniem najlepszy byłby ryczałt od przychodów generowanych na terenie danego państwa członkowskiego lub całej Unii. To najprostsze rozwiązanie. Harmonizacja musi dotyczyć też stawek podatku.

Kiedy podatek cyfrowy mógłby wejść w życie?

To zależy, czy mówimy o dyrektywie, czy rozporządzeniu unijnym, które są różnie wdrażane w krajach członkowskich. Ale wydaje się, że to kwestia minimum dwóch–trzech lat.

Mówimy o opodatkowaniu głównie firm amerykańskich. Nie będzie tak jak z Uberem, gdy Stany Zjednoczone pogroziły nam palcem?

I co wtedy było?


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane