Stany Zjednoczone sprzedadzą Wietnamowi 110 samolotów pasażerskich. I wycofują się z zaporowych ceł na chińską produkcję.
Reklama
Wczoraj dziennik „USA Today” poinformował, że Stany Zjednoczone i Chiny są bliskie zawarcia porozumienia w sprawie obniżki ceł i wznowienia współpracy w wymianie handlowej. Gazeta, powołując się na serwis Bloomberga, napisała, że dla Pekinu kluczową sprawą było zniesienie taryf na swoją wartą 200 mld dol. rocznie produkcję. W zamian za to zobowiązano się na obniżenie dotychczasowych stawek celnych na amerykańskie samochody, produkty rolne, chemię oraz wiele innych towarów. Chińczycy mieli zaproponować, że zwiększą wartość importu wytworów rolnictwa z USA o 30 mld dol. rocznie.
Amerykanom zależało przede wszystkim na tym, by Pekin przestrzegał praw autorskich i patentów producentów z USA. Ważna dla ekipy Trumpa była też sprawa wykorzystania walut w rozliczeniach wzajemnych oraz kwestia regulacji przepływu technologii. To przełom w trwającej od siedmiu miesięcy wojnie celnej, którą wypowiedział Chińczykom amerykański prezydent.
Szkic porozumienia to skutek dwustronnych pertraktacji pomiędzy przedstawicielami obydwu rządów, jakie przez ponad tydzień toczyły się w Waszyngtonie. Stronę amerykańską reprezentowali sekretarz skarbu Steven Mnuchin i przedstawiciel ds. handlu (to w USA stanowisko rządowe) Robert Lighthizer, zaś na czele chińskiej delegacji stał wice premier Liu He, szef ministerstwa handlu.
Pekin zobowiązał się też do tego, by nie zaniżać wartości swojej waluty. Do tej pory manipulował kursem w taki sposób, aby obniżać ceny swoich towarów i zmniejszać dotkliwość amerykańskich ceł. Od teraz rząd Chińskiej Republiki Ludowej ma informować Waszyngton, kiedy i dlaczego zamierza obniżyć wartość juana.
– Słaby juan zachęca firmy amerykańskie do ściągania towarów z Chin. To nie podoba się waszyngtońskiej administracji, która od dwóch lat za cel numer jeden stawia sobie ochronę rynku przed chińską konkurencją – tłumaczy Brad Setser z think tanku Council on Foreign Relations.
Trump poinformował, że jeśli dalsze negocjacje będą przebiegać równie pomyślnie jak do tej pory, to „można by przystąpić do planowania ceremonii oficjalnego podpisania porozumienia z udziałem prezydenta Xi”. Kolejnym etapem wychodzenia z handlowej zimnej wojny będzie wizyta amerykańskiej delegacji w Pekinie, której zadaniem będzie ustalenie szczegółów porozumienia.
W poniedziałek raport na temat negocjacji i planowanego porozumienia opublikował bank inwestycyjny Goldman Sachs. „Szacujemy, że szanse na zawarcie układu wynoszą 75 proc. Niemniej jednak niektóre cła nie zostaną zniesione przynajmniej do 2020 r.” – napisano w podsumowaniu. Ekonomiści tej instytucji finansowej zachowują ostrożność i spekulują, że o skuteczności ewentualnej ugody przekonamy się za jakiś czas, kiedy zostanie ona wypróbowana w praktyce, w różnych obszarach. I uważają, że szczegóły zostaną wypracowane podczas spotkania przywódców obydwu państw.
Najpierw miało do niego dojść na chińskiej wyspie Hainan. Ale Trump upierał się przy swoim florydzkim kurorcie Mar-a-Lago. Prezydent Xi w końcu na to się zgodził, a jednocześnie sprytnie uniknął potencjalnej kompromitacji. Bo jeśli jednak do rozejmu nie dojdzie i nie uda się w ostatniej chwili ustalić tekstu porozumienia, kolejna dyplomatyczna porażka wydarzy się na terytorium Trumpa.
Amerykański prezydent zaczyna sobie zdawać sprawę, że na wojnach celnych tracą wszyscy ich uczestnicy, a przede wszystkim Stany Zjednoczone. Wcześniej Wilbur Ross, sekretarz ds. wymiany handlowej w jego rządzie, podważał sens istnienia Światowej Organizacji Handlu. Ostatnio jednak język konfrontacji ustąpił dialogowi. Tymczasem przez minionych siedem miesięcy ofensywna amerykańska polityka zmusiła Chiny do wzmacniania relacji z Unią Europejską, np. w sprawach klimatycznych.
W zeszłym tygodniu w tle szczytu Ameryka – Korea Płn. odbywały się negocjacje handlowe. Donald Trump dobił targu z Wietnamczykami w sprawie kupna przez nich samolotów pasażerskich Boeinga oraz technologii wartej ponad 20 mld dol. I oczywiście ogłosił sukces, że dzięki jego polityce Stany Zjednoczone wyjdą z deficytu handlowego. Zgromadzonym w Hanoi amerykańskim dziennikarzom powiedział, że Wietnamczycy będą kupować od USA „wiele różnych produktów”.
Linie lotnicze VietJet nabędą sto odrzutowców średniego zasięgu Boeing 737-Max, a Bamboo Airways 10 boeingów 787-9, czyli dreamlinerów. Ten drugi przewoźnik planuje otworzyć regularne połączenia z lotniskami w USA. Dotąd samoloty wietnamskich linii nigdy do Ameryki nie latały. Na początku lutego Federalna Agencja Lotnictwa (Federal Aviation Administration) wydała na to zezwolenie i oświadczyła, że po latach przygotowań Wietnam spełnia międzynarodowe standardy bezpieczeństwa. Umowa z Wietnamczykami to drobny krok w stronę zrównoważenia utrzymującego się deficytu handlowego, który w ciągu roku wzrósł o nieco ponad 10 proc.
Chiny obiecały, że nie będą już manipulowały kursem juana