Kiedy kilka tygodni temu pisałem krytyczny tekst poświęcony OFE i PTE, nie sądziłem, że problem nabierze rumieńców. OFE i ich działaniu postanowił przyjrzeć się rząd, który uznał, że opłaty pobierane przez OFE i PTE są za wysokie, a z ich obniżką nie ma co zwlekać.

Nie chodzi o to, by wpisywać się w populistyczne hasła, ale reforma tych instytucji wydaje się niezbędna. Kryzys dostarczył wielu przykładów, że potęga instytucji finansowych, ich profesjonalizm zawsze musi dużo kosztować, ale nie zawsze daje pozytywne efekty. Może i jestem pesymistą, ale przy obecnym modelu funkcjonowania OFE taki scenariusz grozi nam przy kolejnym światowym kryzysie. Wtedy transfer środków w funduszach będzie już w dwie strony, a skala wypłacanych emerytur już znacząca. Nowe wpłaty będą bilansowane z wypłacanymi emeryturami, więc i PTE może dotknąć problem niskiej płynności.

Nigdy nie byłem fanem II filaru w takiej formie, choć nie podważam konieczności systemowego rozwiązania odkładania na emeryturę. Jest cała masa rozwiązań, które powodują, że boję się o wymiar mojej emerytury z II filaru. Obawę budzi idea płacenia OFE i PTE niemałej prowizji od składki, a nie od tego, co fundusz wypracuje. 7 proc. opłaty czyni kwotę olbrzymią. Już Einstein dostrzegł potęgę procentu składanego. Gdy uwzględnimy, że tylko połowa tej kwoty miałaby pracować dla mnie, a nie na fundusz, podziała to na większość przyszłych emerytów.

Jednak największy mój sprzeciw budzi to, że muszę oddawać wspomniane 7 proc. OFE i nie mam alternatywy. Skoro jest przymus z jednej strony, to dlaczego ma być gwarancja tak wysokiej prowizji z drugiej? Nie miałbym problemu z zaakceptowaniem nawet 15 proc. prowizji, gdybym robił to dobrowolnie.

Jeśli OFE od lat narzekają, że duszą się na naszym rynku, nie mogą efektywnie inwestować i skazane są na państwowe obligacje, ale w czasie finansowej zawieruchy mimo zaangażowania w bezpieczne papiery tracą tak dużą część aktywów, wzmaga u mnie niechęć do odkładania na emeryturę w II filarze. Śmiem twierdzić, że dla wielu z nas pozostawienie 7 proc. w portfelu i możliwość samodzielnego inwestowania na emeryturę przyniosłoby lepsze efekty niż korzystanie z drogich i na razie mało skutecznych instytucji, które są specjalnie do tego celu powołane.