Jesteśmy coraz zamożniejsi, dlatego kupujemy coraz mniej jedzenia. To biedni dużo jedzą.
W ubiegłym roku dochody gospodarstw domowych w przeliczeniu na osobę zwiększyły się realnie o 6,3 proc. Dzięki temu bogaceniu się, od co najmniej 2000 r., obserwujemy narastający trend ewolucji naszych jadłospisów. Systematycznie spada konsumpcja podstawowych artykułów żywnościowych. W 2017 r. mniej jedliśmy ryb i owoców morza (o 9,4 proc.), ziemniaków (o 9,2 proc.), cukru (o 7,9 proc.), masła (o 7,1 proc.), pieczywa (o 6 proc.), warzyw (o 4,1 proc.) i mięsa (o 0,8 proc.).
– Ten spadek to efekt wzrostu naszej zamożności. Bo duża konsumpcja charakterystyczna jest dla społeczeństw biednych – ocenia prof. Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Dzięki temu, że więcej zarabiamy, kupujemy w mniejszych ilościach, ale produkty wyższej jakości i wysoko przetworzone – przekonuje Świetlik. To urozmaica naszą dietę i oszczędza czas na przygotowywanie posiłków.