W 2017 r. lawinowo ruszyły przetargi i dziś wiele firm może się pochwalić pełnymi portfelami zamówień. Problemem są rosnące koszty materiałów i robocizny oraz brak rąk do pracy.
W 2011 r. w Polsce pracowało w budownictwie 480 tys. osób, natomiast dzisiaj liczba ta wynosi już tylko 387 tys. Takie wyliczenia zaprezentował podczas dyskusji o branży budowlanej Artur Popko, członek zarządu i dyrektor budownictwa infrastrukturalnego w firmie Budimex. W ostatnich latach ubyło więc 90 tys. pracowników i – jak mówił Popko – braki kadrowe często uzupełniane są pracownikami z Białorusi czy Ukrainy.
Pogląd ten podzielił Ernest Jelito, prezes zarządu w Grupie Górażdże, będącej liderem w krajowej produkcji cementu i jednym z największych w Polsce producentów betonu towarowego i kruszyw. Zaznaczył wprawdzie, że sama firma Górażdże nie styka się z problemem odpływu pracowników, natomiast problem dotyczy przedsiębiorstw, które świadczą na bieżąco usługi dla cementowni. – Tutaj fluktuacja jest bardzo duża. Firmy wygrywające przetargi posiłkują się głównie pracownikami spoza Polski. Już od kilku lat szkolenia w zakresie BHP prowadzimy w języku rosyjskim i ukraińskim – mówił Ernest Jelito.
Reklama
Dodał przy tym, że ważna jest jakość pracowników, a można ją zapewnić tylko wtedy, gdy przyjezdnym zostaną stworzone odpowiednie warunki życia. – Warto jak najszybciej zmienić prawo tak, aby mogli się tu zakotwiczyć i poczuć większą stabilność – podkreślał prezes Górażdży.
Budowlańcy podnieśli również inny problem: dzisiaj coraz trudniej zachęcić młodego człowieka do pracy w branży budowlanej, co stanowi o tyle duży problem, że obecne kadry w dużej mierze składają się z pracowników, którzy przejdą wkrótce na emerytury i trudno będzie ich zastąpić. Osobnym problemem jest to, że brakuje branżowych szkół średnich.

Reklama
Wykonawcy kontra zamawiający
Podczas dyskusji wskazywano również, że znajdujemy się na półmetku perspektywy unijnej 2014–2020, w której beneficjenci sprawnie kontraktują środki na realizację poszczególnych inwestycji.
– Na półmetku mamy zakontraktowane 60 proc. środków, co przekłada się na umowy o wartości ponad 31 mld zł. Na początku przyszłego roku, najpóźniej w połowie, będziemy mieć zakontraktowane 90 proc. – przewidywał Ireneusz Merchel, prezes zarządu w PKP PLK. Jego zdaniem jest tylko jeden problem: – Widzimy, że zdecydowanie rośnie wartość robocizny oraz wartość materiałów. Głośno jednak mówię, że kontrakty, które zawarto na konstruktywnych warunkach, muszą być realizowane na tych warunkach właśnie – zaznaczał Merchel, kierując słowa do sektora budowlanego.
Problem obrazowo wytłumaczył Jerzy Werle, prezes zarządu i dyrektor generalny w Warbudzie. – My jedną z ofert złożyliśmy trzy lata temu, potem rok trwała procedura oceniania ofert, a następnie rozpoczął się proces projektowania. Same roboty rozpoczęliśmy po trzech latach od dokonania wyceny, więc trudno, żeby w pierwotnym budżecie zrealizować daną inwestycję – mówił.
– Firmy budowlane nie mają wpływu na czynniki zewnętrzne, gdy np. Unia nakłada cło na pręty stalowe, przez co ich cena w ciągu roku wzrasta o 67 proc. – wtórował Artur Popko z Budimeksu.
Recepta ministerstwa
Wiceminister infrastruktury Marek Chodkiewicz przyznał, że kruszywa, stal, cement, paliwa i robocizna to elementy w koszyku materiałów, których ceny rzeczywiście drastycznie wzrosły. Dodał, że waloryzacja cen w już zawartych kontraktach to poważny problem, z którym mierzy się resort infrastruktury. – Zmiana zawartej umowy wymaga pewnej oprawy prawnej. Tym niemniej poprosiliśmy do współpracy Prokuratorię Generalną i w tej chwili pracuje podzespół, który doprowadzi do tego, aby można było waloryzować wcześniej zawarte umowy. Do końca czerwca mamy mieć wypracowany pomysł prawny na tego typu sytuacje – zaznaczył Chodkiewicz.
Ernest Jelito z Górażdży podkreślił, że pomimo dobrego przygotowania pod kątem wzrostu kosztów produkcji, ich skala okazała się dużym zaskoczeniem i potrzeba wspólnych rozmów i działań, by nie doprowadzić do podobnego załamania w sektorze budowlanym jak przed laty.
– Nasza dyskusja pokazała, że problemy, które mamy u siebie, nie są problemami danej branży, tylko nawzajem się przeplatamy. Musimy więcej współpracować, żeby usprawnić nasze biznesy i wykorzystać proste możliwości, które poprawią naszą efektywność – mówił prezes Górażdży.
Dodał, że problem z brakiem pracowników również trzeba potraktować jako coś pozytywnego. – To nas zmusi do poszukiwania nowych rozwiązań i technologii, abyśmy bardzo szybko zmodernizowali nasz przemysł budowlany. To nakazuje nam – menadżerom – zabrać się do poważnej pracy.