Propozycje bardzo ograniczają rolę związków zawodowych, zwłaszcza w małych i średnich przedsiębiorstwach, które są podstawą nadsekwańskiej gospodarki.
Reklama
To, czy Emmanuel Macron zdoła przeforsować proponowane zmiany w prawie pracy, w dużej mierze zdeterminuje całą jego prezydenturę. Jest w lepszej sytuacji niż jego poprzednicy, ale większość w parlamencie jeszcze nie gwarantuje sukcesu, bo zapowiedzi protestów pojawiły się jeszcze przed ogłoszeniem szczegółów reformy.

Reklama
Reforma prawa pracy była jednym z kluczowych haseł w kampanii prezydenckiej Macrona. Liczący prawie 3 tys. stron francuski kodeks pracy jest postrzegany jako jedna z głównych barier rozwoju gospodarczego. Ochrona pracowników jest tak duża, że pracodawcy boją się zatrudniać nowe osoby, wiedząc, że ich zwolnienie w razie gorszej koniunktury będzie niemal niemożliwe. Szczegóły projektu, negocjowanego w porozumieniu ze związkami zawodowymi, przedstawili w czwartek premier Edouard Philippe i minister pracy Muriel Penicaud.
– Macron zapowiadał w jednym z wywiadów, że reforma będzie zmianą na miarę przewrotu kopernikańskiego. Aż takiej rewolucji nie ma, ale faktycznie zmiany są istotne. Co warto podkreślić, wprowadza je mimo spadającego poparcia w sondażach – mówi nam dr Łukasz Jurczyszyn, ekspert od Francji w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Macron w maju zdecydowanie wygrał drugą rundę wyborów prezydenckich, a w czerwcu założony przez niego ruch Republique en Marche triumfował w wyborach parlamentarnych, ale gwiazda nowej głowy państwa szybko blaknie – pod koniec sierpnia zadowolonych z niego było już tylko 40 proc. Francuzów.
– Najważniejszą sprawą w tych propozycjach jest pomniejszenie roli związków zawodowych w negocjowaniu umów. Dialog z pracodawcami, który związki zawodowe dotąd prowadziły na poziomie branż czy kraju, w małych i średnich przedsiębiorstwach będzie teraz się odbywał na dole, tylko z przedstawicielami pracowników. To duży cios dla związków zawodowych, bo małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią 90 proc. francuskich firm i zatrudniają połowę czynnych zawodowo Francuzów. Zresztą w dużych przedsiębiorstwach, zatrudniających ponad 50 osób, ich rola też osłabnie, bo liczne działające w nich rady zostaną zastąpione jedną radą społeczno-gospodarczą – wyjaśnia dr Jurczyszyn.
Związki zawodowe w negocjacjach wywalczyły pewne ustępstwa w stosunku do pierwotnej wersji, np. w zamian za ograniczenie odszkodowań za niezgodne z prawem zwolnienie – korzystniejszy dla pracowników sposób wyliczania odpraw; wprowadzona ma być też zasada, że korporacje międzynarodowe będą mogły postulować zwalnianie pracowników, tylko jeśli pogorszy się ich sytuacja na francuskim rynku, a nie globalna. Niemniej z rozmów wyszły raczej jako strona pokonana. Dodatkowo zabolało je to, że niektóre poprawki zostały wprowadzone w ostatniej chwili i mimo negocjacji zostały nimi zaskoczone.
– Argumenty Macrona są na rzecz zmian, które są korzystne dla pracodawców, są istotne, bo obecne prawo blokuje ruch na rynku pracy, ale część ekonomistów ostrzega, że reformy nie muszą automatycznie doprowadzić do spadku bezrobocia – mówi Łukasz Jurczyszyn. We Francji stopa bezrobocia wynosi obecnie 9,5 proc., czyli jest prawie dwukrotnie wyższa niż w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Bolesne jest zwłaszcza porównanie z Niemcami, bo jeszcze na początku wieku kondycja gospodarcza obu państw była podobna, a teraz Francja jest wyraźnie w tyle. Macron chciałby, by Paryż wraz Berlinem znów odgrywały rolę motoru integracji europejskiej.
Większość Francuzów nawet zgadza się z prezydentem. Według przeprowadzonego w zeszłym tygodniu sondażu 9 na 10 pytanych uważa, że kodeks pracy powinien być zreformowany. Ale zarazem 60 proc. obawia się tych zmian, co powoduje, że potencjał do protestów społecznych istnieje. To właśnie wielkie antyrządowe demonstracje przesądziły o tym, że podjęte przez François Hollande’a próby zmian zakończyły się fiaskiem. – Macron ma silne zaplecze parlamentarne, ale to jeszcze nie przesądza na pewno, że reformy wejdą w życie. Trzeba pamiętać o spadającym poparciu, bo wielu wyborcom nie podoba się jego apodyktyczny, wymuszający styl sprawowania władzy. Poza tym nawet te związki zawodowe, które jak CFDT uczestniczyły w negocjacjach, są rozczarowane, bo kilka kluczowych spraw ogłoszono dopiero w czwartek i one zostały tym zaskoczone – mówi dr Jurczyszyn.
Umiarkowany CFDT na razie nie zamierza organizować protestów, ale drugie co do wielkości związki, lewicowe CGT, już zapowiedziały na 12 września ogólnokrajowy strajk. Z kolei na 23 września protest zwołał Jean-Luc Melenchon, przywódca radykalnej lewicy, który w wyborach prezydenckich zajął czwarte miejsce.