Maciej Ptaszyński, prezes zarządu, Polska Izba Handlu
ikona lupy />
Maciej Ptaszyński, prezes zarządu, Polska Izba Handlu / Materiały prasowe / Fot. mat. prasowe

Branża paliwowa w odpowiedzi na pojawiające się projekty wprowadzenia zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych postanowiła zagrać va banque i forsuje bezwitrynową sprzedaż alkoholu w całym handlu. Rozwiązanie bezprecedensowe, jeśli chodzi o Europę. I głęboko nieprzemyślane z punktu widzenia małych i średnich sklepów. Bo bezwitrynowa sprzedaż alkoholu to nie tylko postawienie butelek za zasłonką. To wiele realnych kosztów, z którymi będzie musiał zmierzyć się właściciel każdego sklepu. Produkcja i montaż przesłon, konieczność przebudowy sklepu i zaplecza, produkcja katalogów z cenami i opisami sprzedawanych w sklepie alkoholi. Do tego dłuższa obsługa klienta i więcej pracy dla personelu, a przede wszystkim – ogromne koszty. Małe osiedlowe sklepy nie mają na to ani miejsca, ani pieniędzy. Dla nich może to okazać się być albo nie być.

Małych sklepów nie stać na utratę kolejnych klientów. Bo wbrew temu, co głoszą rzecznicy tego pomysłu, popyt nie zniknie. Przeniesie się jedynie do innych kanałów, także do szarej strefy.

Wątpliwości budzi również to, kto będzie pilnował przestrzegania nowego prawa. Na jakie kary będą narażone sklepy, jeśli w wydzielonej alejce z alkoholem klient zostawi odsłoniętą przesłonę? Czy sklepy będą musiały wydelegować pracownika, który zadba o to, by alkohol cały czas znajdował się za przesłoną, będzie chodził i zasłaniał półki z napojami z procentami? Bo jeśli nie, to w sklepie samoobsługowym półka z alkoholem będzie cały czas odsłonięta.

Sprzedaż w małych sklepach wciąż spada. Tylko w I połowie 2025 r. jej wartość była niższa o prawie 3 proc. w ujęciu rok do roku, a liczba transakcji spadła o 12 proc. Jeśli chcemy, by małe sklepy utrzymały się na rynku, nie możemy, jak przedstawiciele branży paliwowej, mówić, że „handel będzie musiał sobie z tym poradzić”. Czyż nie wydaje się to podejście bezprecedensowo aroganckie? Nigdy do tej pory jedna branża w taki sposób nie anonsowała gotowości do poświęcenia innego segmentu rynku.

Biorąc pod uwagę ogromne bieżące wyzwania, typu funkcjonowanie systemu kaucyjnego, KSeF czy nowe obowiązki w zakresie znakowania żywności, właściciele sklepów, stojąc w obliczu nowych problemów, prędzej je zamkną, niż dźwigną kolejne obciążenia.

Równie ważne – jaką możemy mieć pewność, że branża paliwowa lub jakaś inna w następnej kolejności nie będzie chciała uregulować sprzedaży innych kategorii produktów, typu słodycze, chipsy, napoje gazowane czy energetyczne, po które zdarza nam się sięgać pod wpływem impulsu. Bo skoro może decydować o jednej kategorii, to dlaczego nie o innych?

Jeżeli sektor paliwowy uznaje, że sprzedaż bezwitrynowa alkoholu pomoże rozwiązać problem, z którym się mierzą, czyli impulsowe zakupy alkoholu, niech zastosuje ją u siebie, bez ingerowania w cały sektor detaliczny, szczególnie że inicjatywa nie została w żaden sposób z handlem skonsultowana, zanim przedstawiono ją opinii publicznej. Żadna branża nie ma prawa samodzielnie stanowić prawa w Polsce. Chętnie zapoznamy się jako branża, po powiedzmy rocznym okresie pilotażu, z danymi z JPK firm paliwowych dotyczącymi nowej formy sprzedaży, które to dane, mamy nadzieję, firmy te bez wątpienia chętnie udostępnią rynkowi…

Właściwie trudno powiedzieć, co bardziej oburza w tej sprawie – odklejenie pomysłu od realiów rynkowych, brak zrozumienia dla podstaw funkcjonowania innych branż czy bezrefleksyjna gotowość na działania, które mogą potencjalnie zdewastować rynek.

Na koniec warto przytoczyć wypowiedź jednego z przedsiębiorców MŚP handlu detalicznego w reakcji na ten projekt: „z naciskiem zwracam uwagę na idiotyczny pomysł bezwitrynowej sprzedaży alkoholu. Jak ktoś /…/ chce, niech to robi dobrowolnie, ale jak ustawą taka opcja będzie wprowadzona to nas dobije jako handel”.