W minionym roku mało które dane płynące z rynków finansowych miały optymistyczny charakter. Jednak część z nich była naturalną konsekwencją globalnego kryzysu, z jakim przyszło się nam zmagać. Bardzo zaskoczyła mnie jednak znacznie większa niż przypuszczałem skala strat otwartych funduszy emerytalnych oraz dramatycznie kurcząca się liczba kont IKE (120 tys. zamkniętych kont w 2008 roku).

Fakt, że otwarte fundusze emerytalne tylko podczas samego 2008 roku straciły około połowy zysku (około 21 miliardów złotych) wypracowanego od początku funkcjonowania ma fatalną wymowę. Dziś wielu z przyszłych emerytów grozi to, że siła procentu składanego i długoterminowej perspektywy inwestycyjnej będzie tylko wzmacniała ich złość i frustrację. Zapewne gdyby OFE były instytucją dobrowolną, to reakcja społeczeństwa byłaby taka, jak w przypadku posiadaczy indywidualnych kont emerytalnych. Choć IKE już wcześniej należało uznać za porażkę, oczywiście bardziej promocyjną niż ideową, to 2008 rok przyniósł drastyczne skurczenie się liczby już funkcjonujących IKE.

W przypadku OFE tak duże straty mogą świadczyć, że cały system wymaga rewizji, bo choć w tak trudnym roku straty były nieuniknione, to ich wielkość jest zbyt duża. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę charakter i rolę, jaką mają spełniać OFE. Ile w ubiegłych latach było głosów i postulatów, że OFE się duszą i nie mogą rozwinąć skrzydeł? Aż strach pomyśleć, jaki byłby wynik funduszy z rozwiniętymi skrzydłami.

Przypadek IKE jest jeszcze bardziej wymowny. Ustawodawca swego czasu postanowił, że da możliwość preferencyjnego oszczędzania na przyszłą emeryturę. Szkoda jednak, że te preferencje były tak znikome i bardzo mało zachęcające. Poza tym twórcy uznali, że samo stworzenie takiej możliwości załatwi sprawę. Polacy nieprzyzwyczajeni do dbania o własne emerytury na własną rękę nie rozkochali się w IKE. Kryzys 2008 roku definitywnie obnażył wątły charakter całego projektu. Czy ten regres zarówno w przypadku OFE, jak i IKE wywoła twórcze zmiany? Oby.