Premier miał przed świętami rozstrzygnąć, co z OFE, ale milczy. Pan profesor zna decyzję?

Nie. My jako Rada Gospodarcza pokazaliśmy premierowi, jakie są możliwości, i nasza rola się skończyła.

Na czym polega decyzyjny kłopot w tej sprawie?

Tu nie ma jednego dobrego wyjścia. System emerytalny to morze problemów. Jednym z większych jest ugruntowana w dużej części społeczeństwa wiara, że dokonaliśmy fantastycznej reformy i kłopoty z emeryturami mamy z głowy. Do wyrobienia takiego przekonania przyczyniła się część ekonomistów.

I trudno będzie to odkręcić. Co zrobiono źle 10 lat temu?

Remont domu, w którym trzeba zająć się fundamentami, zaczęto od dekoracji wnętrz. Wprowadzono tylko część potrzebnych zmian, np. zdefiniowaną składkę, która uzależnia wysokość emerytur od naszych zarobków, i system kapitałowy mobilizujący do oszczędzania. Ale nie zbilansowano systemu z finansami publicznymi i nie wydłużono wieku emerytalnego. Za to przekonywano, że czeka nas emerytura na Bahamach. Tak naprawdę jest gorzej niż 10 lat temu, bo mamy system o wiele bardziej niezbilansowany niż poprzedni. Do ludzi już dociera, że bez kolejnych zmian ich emerytura będzie w wysokości najwyżej jednej trzeciej ostatniej pensji.

Jeszcze wiosną tego roku reforma OFE w oficjalnych wystąpieniach premiera była sukcesem.

Reforma była z dumą przedstawiana jako jedyna, która nie wywołuje protestów. I tak było, bo jej prawdziwe skutki są dopiero przed nami.

Pana zdaniem oczekiwana decyzja premiera w sprawie OFE to dopiero początek zmian?

Tak, za nią muszą pójść wydłużenie wieku emerytalnego, likwidacja przywilejów emerytalnych, uporządkowanie emerytur mundurowych. Potrzebny jest system prawdziwych zachęt do oszczędzania w trzecim filarze. Musimy zbilansować system emerytalny, bo obecnie dziura w nim wciąż się powiększa.

*Witold Orłowski, członek Rady Gospodarczej przy premierze