W państwa branży powszechna jest opinia, że nieuczciwa konkurencja niszczy rynek gazu w butlach, że spora liczba firm łamiących prawo nie spotyka się z odpowiednią reakcją ze strony rządu, państwowych urzędów, sądów i prokuratury, że rynek wymaga ucywilizowania. Jak do tego doszło?

Jeszcze w latach 90. mieliśmy do czynienia z dużą liczbą przypadków wybuchających butli z gazem. Ówczesny Komitet Obrony Kraju zbierał się i debatował, co z tym zrobić. Uznano, że trzeba wycofać powszechnie używane czerwone butle, bo one do nikogo nie należały i nikt nie dbał o to, czy są we właściwym stanie. Zastąpiły je butle należące do konkretnych dystrybutorów, którzy udostępnili je klientom, oznaczyli swoimi kolorami i logo, odpowiadali za ich stan techniczny oraz zgodność z normami. Ten model się sprawdził. Dystrybutorzy inwestowali w park butlowy, rynek się rozwijał, wypadków z butlami zaczęło ubywać. Jednak dwa lata temu coś się zepsuło. Pojawili się dystrybutorzy, którzy nie kupując nowych butli, ograniczali się tylko do inwestycji w rozlewnie i napełniają butle należące do innych dystrybutorów.

Mimo że jest to niezgodne z prawem?

Tak. Najgorsze jest to, że tacy dystrybutorzy zazwyczaj nie dbają o stan techniczny butli, więc są one złej jakości, nie spełniają norm, bywają nieszczelne. A gdy dzieje się coś niedobrego, klient przychodzi do tej firmy, której logo widnieje na butli, i do niej kieruje reklamację. Na dodatek tacy dystrybutorzy często nie dopełniają butli albo używają gazu niespełniającego norm, co również psuje reputację uczciwych dystrybutorów. Bywa często tak, że z naszego obiegu wysysane są butle w dobrym stanie technicznym i napełniane tak długo, aż wymagają legalizacji, naprawy bądź wymiany na nowe, i wtedy znów podrzucane są do naszej sieci dystrybucyjnej i na nas spadają całkowite koszty związane z regeneracją bądź z zastąpieniem ich przez nowe. To nie jest uczciwa konkurencja. Sprawia ona, że rzetelnym, poważnym firmom przestaje się opłacać inwestować w zakup nowych butli, co z kolei prowadzi do tego, że park butlowy w Polsce jest w coraz gorszym stanie i znowu zaczyna rosnąć liczba wypadków związanych z butlami z gazem. Może się skończyć tak, że poważne firmy zaczną wycofywać się z tego biznesu i rynek stanie się już zupełnie niekontrolowalny.

Ale po stronie rzetelnych firm stoi prawo.

Jest jednak problem z jego egzekucją. Państwowe instytucje podchodzą do sprawy bardzo wycinkowo, co przesądza o nieskuteczności ich kontroli. Prokuratury umarzają postępowania, policja bagatelizuje sprawę, sędziom brakuje determinacji do rzetelnej oceny tych spraw. Koronnym tego dowodem było orzeczenie Sądu Najwyższego sprzed dwóch lat, które dotyczyło nielegalnego napełniania naszych butli przez jednego z dystrybutorów. Sąd Najwyższy orzekł, że ów dystrybutor nie złamał prawa, bo na butlach umieszczał swoje nalepki. Tymczasem ze zleconych przez nas firmie SMG/KRC badań konsumenckich wynika, że 90 proc. klientów nie zwraca na te nalepki uwagi i uważa, że w każdym przypadku butle są napełniane pod naszym nadzorem, że to my za nie odpowiadamy. Taki dystrybutor w razie problemów zawsze może wyprzeć się tego, że to on napełniał butlę.

Jak to się dzieje, że tacy dystrybutorzy pozyskują klientów?

To proste: oni ponoszą mniejsze koszty niż my, nie inwestują w butle, w sprawdzanie ich stanu technicznego, więc mogą zaproponować niższe ceny bezpośrednim dostawcom. Ci chętnie biorą od nich gaz i podsuwają go klientom, bo dzięki niższej cenie mogą podwyższyć swoją marżę.

Jaka jest skala problemu?

Z gazu w butlach korzysta aż 6 mln polskich gospodarstw domowych, a według naszych ocen co piąta butla jest napełniana nielegalnie. To znaczy, że nie napełnia jej firma, która udostępniła tę butlę klientowi. Mówimy więc o sprzedaży przekraczającej 200 mln zł.

Co trzeba zmienić?

Rząd i podległe mu organy ścigania, a także niezależna prokuratura i sądy powinny potraktować ten problem poważniej. Potrzebna jest bezwzględna egzekucja prawa i pełna świadomość, że bagatelizowanie nawet najmniejszych wykroczeń może kosztować życie konsumenta lub utratę dorobku całego życia.

Niezbędna jest jednolitość orzeczeń sądów w kwestii naruszeń prawa własności przemysłowej.