Są jeszcze jakieś szanse na spełnienie naszego postulatu, aby Unia przestała nam liczyć nakłady na OFE?

Wydaje mi się, że niewielkie. Komisja Europejska i większość krajów są przeciwne dalszym ułatwieniom dla krajów reformujących system emerytalny. Ale przecież i tak Polska osiągnęła pewne zdobycze – mam na myśli możliwość degresywnego odliczania długu z tytułu OFE przez 5 lat. Komisja trwale zwiększa tolerancję i chroni reformatorów przed procedurą nadmiernego deficytu do poziomu 4 proc. PKB. Nie widzę jednak większych szans na zmianę klasyfikacji statystycznej ESA 95, czego już raz, bez skutku, próbowaliśmy.

Czemu nie ma nastroju do pójścia na rękę krajom reformującym systemy emerytalne?

Jest poważna obawa, że stanie się to furtką do poluzowania unijnych finansów publicznych. Rodzą się różne pomysły. Jesteśmy przecież w trakcie ich dyscyplinowania na forum UE, a wiele krajów przeprowadza drastyczne programy oszczędnościowe.

A to, że takiego programu nie ma w Polsce, to argument dla komisji?

Polska gospodarka budzi podziw, ale tym bardziej widoczny jest deficyt ponad 7 proc. PKB i ogólnie słabsza kondycja finansów niż gospodarki realnej. Stąd obawa przed dalszym złagodzeniem kryteriów, skoro już dopuszczony został deficyt o punkt procentowy większy niż dla pozostałych krajów.

Same transfery do OFE to 1,5 proc. PKB. Podobno rząd nie wyklucza zablokowania całościowego porozumienia w sprawie reformy unijnych finansów, jeśli nie dostaniemy więcej ustępstw w sprawie OFE.

Nie jest moją rolą doradzanie rządowi. Wydaje się jednak, że blokowanie naprawy finansów UE to niefortunne pole rozgrywki o polskie racje. Wiem, że trzeba grać twardo, ale Bruksela i inne stolice pamiętają, iż Polska opowiadała się za dyscyplinowaniem strefy euro.

Popieramy dyscyplinę, pod warunkiem jednak że nie jesteśmy karani za reformę systemu emerytalnego – tak rozumiem ultimatum rządu.

W boju zostanie sprawdzone, czy to okaże się skuteczne. Bardzo mi jednak zależy na podtrzymaniu wysokiej wiarygodności, jaką cieszy się Polska – przed rokiem 2007 kojarzona z ciągłymi groźbami weta, a dziś poważana jako skuteczny i pozytywny uczestnik Wspólnoty. Ważne jest podtrzymanie rzetelnego przepływu informacji między Warszawą a Brukselą. Bo najgorzej jest, gdy traci się reputację. Na szczęście Polska jest daleko od tego. Imponuje odpornością antykryzysową.

Jak się postawimy, stracimy reputację?

Nie ma dobrego klimatu do poparcia takiego postulatu. Unia idzie w odwrotnym kierunku – dyscyplinowania i sankcji jako wniosków z obecnego kryzysu. Dlatego ta polska ofensywa nie bardzo wpisuje się w założenia strategiczne UE.

Mam wrażenie, że impet polskiej ofensywy szybko wygasa.

Nazbyt optymistycznie interpretowaliśmy zwartość bloku dziewięciu krajów ubiegających się o ulgi z tytułu reform emerytalnych i gotowość do ustępstw. Sygnalizowałem to już miesiąc temu, informując o realnych uzyskach osiągniętych na forum komisji. Mimo to niektóre media informowały ostatnio, że zapanowała zgoda na polskie postulaty, co przeciął list komisarza Ollego Rehna.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że w konkluzjach przygotowanych przez Hermana Van Rompuya na szczyt jest punkt o tym, iż komisja powinna ponownie rozważyć swoją propozycję.

Widzę jedynie ogólnikowe sformułowanie, papier jest cierpliwy.

Van Rompuy jako ewentualny sojusznik jest ważny?

Nie będę spekulował, kto jest istotny, a kto nie. Ja tylko oceniam, że Polska ma niewielkie pole manewru mimo rozumienia problemu starzenia się Europy i potrzeby reform, które zresztą na ogół oznaczają wydłużenie wieku emerytalnego i likwidację specjalnych przywilejów. Jak będzie wyglądać ofensywa polska, zobaczymy. Ja bym wolał, byśmy wybrali inne pole rozgrywki niż sanacja europejskich finansów. Żebyśmy pozostali ofensywni, ale pozytywnie.

Komisja nie boi się, że za rok czy dwa zrobimy to samo co Węgrzy – wyjdziemy z reformy?

Oczywiście, tendencje do zawieszenia reform lub ich porzucenia są zauważane i martwią, ale tak samo jak to, że nie wszystkie kraje wyciągnęły należyte wnioski z kryzysu, uczestnicząc w ogólnoeuropejskiej próbie zaostrzenia dyscypliny finansów.