Aplikacja Google Street View będzie teraz działać w Polsce. To jedyna nowość, jaką u nas zaproponujecie?

Co do zasady Google nie zdradza, nad czym pracuje. Nasza branża jest szczególnie konkurencyjna, więc wolimy być ostrożni. Powiem tylko, że moim zdaniem najciekawsze rzeczy będą się teraz rozgrywały w dziedzinie praktycznych i innowacyjnych aplikacji na telefony komórkowe. W Polsce szykujemy się na Euro 2012. Przyjedzie do nas wówczas wielu turystów z całej Europy, a ich podstawowym narzędziem komunikacji będzie Google Maps. W tym kontekście ciekawym pomysłem jest aplikacja skanująca. Wyobraźmy sobie, że turysta przyjeżdża do Warszawy, wychodzi z Dworca Centralnego i widzi przed sobą wysoki budynek. Robi mu zdjęcie, które nasza aplikacja skanuje i po chwili na ekranie pojawia się cała historia Pałacu Kultury i Nauki.

Krytycy oburzają się, że udostępniane przez was panoramiczne zdjęcia miast zagrażają prywatności każdego z nas.

Przede wszystkim naszym zdaniem Street View nie narusza niczyjej prywatności. Usługa nie wychodzi poza fotografowanie ulic i miejsc publicznych w taki sposób, w jaki każdy, kto taką ulicą jedzie czy spaceruje, może ją oglądać.

W Wielkiej Brytanii na zdjęciach widać było ludzi wychodzących z sex shopów. Trudno się dziwić, że nie byli zachwyceni publikacją.

Aby uspokoić użytkowników usługi oraz osoby, które przypadkowo znalazły się na zdjęciach, Google niemal od początku stosował rozwiązania gwarantujące zachowanie anonimowości: automatyczne zamazywanie twarzy czy rejestracji samochodów. Jeśli to dla kogoś zbyt mało, może zgłosić zdjęcie, które mu się nie podoba. Wystarczy kliknąć na odpowiedni link na stronach usługi Street View.

Skąd więc te opory? Protestowali Austriacy, Grecy, teraz Niemcy i Hiszpanie.

Gdy wynaleziono samochód, przez jakiś czas przed jego maską musiał iść człowiek z zieloną gałęzią i ostrzegać przechodniów. Tego wymagało prawo. Dziś nas to bawi, ale to wcale nie jest śmieszne. To naturalne prawo ludzi, którzy chcą zrozumieć, na czym polega nowa technologia, zanim ją zaakceptują. Ważne, żeby na koniec zachować zdrowy rozsądek. Przecież takie same zdjęcia jak Street View publikuje na przykład pańska gazeta. I też mógłbym zapytać, czy zamazujecie twarze, tablice rejestracyjne albo pytacie właścicieli domów, czy zgodzili się być na fotografii. Nie sądzę.

Nie mamy prawa do publikacji zdjęć osób prywatnych.

Ale w telewizji mamy ujęcia ulic z przypadkowymi osobami. Nikt tej praktyki nie kwestionuje. Dlaczego? Bo się do niej przyzwyczailiśmy. Internet za to wciąż jest nowym fenomenem, do którego ludzie nie zdążyli jeszcze przywyknąć. Stąd protesty.

Niemieccy politycy domagali się , by Google ostrzegał, kiedy na ulice wyjadą samochody z kamerami. Zrobicie coś takiego u nas?

Na razie nie wiemy, kiedy będziemy fotografować w Polsce. Takie decyzje podejmuje centrala. Mogę obiecać, że informacje o naszych planach będą publicznie dostępne. W ub.r. samochody Google'a robiły już zdjęcia w Warszawie i Krakowie. I wtedy informowaliśmy opinię publiczną.

W Hiszpanii Google’a oskarżono o nielegalne gromadzenie informacji

Problem polegał na tym, że przy okazji robienia zdjęć Google chciał stworzyć mapę publicznie dostępnych sieci bezprzewodowego internetu (tzw. WiFi). Pomysł był kuszący, bo przecież wielu internautów, wybierając się do jakiegoś miasta, chciałoby wiedzieć, gdzie mogą ze swoim laptopem bezpłatnie sprawdzić na przykład pocztę elektroniczną. Z powodu błędu programisty zarejestrowaliśmy trochę więcej danych, niż chcieliśmy. Gdy Google zrozumiał swoją pomyłkę, zebrane informacje zostały zabezpieczone i udostępnione krajowym regulatorom, którzy mogą nakazać ich zniszczenie. Zbieranie kolejnych przerwano. Dzisiaj samochody Street View nie mają już żadnych urządzeń służących do skanowania sieci WiFi.

Już zapowiadają protesty

Pomysł wprowadzenia Google Street View do Polski już budzi obawy. – Jest to przynajmniej groźba naruszenia prywatności niezgodna z prawem człowieka – mówi Małgorzata Tkacz-Janik z Zielonych 2004. Podobnie uważa Katarzyna Szymielewicz z Fundacji Panoptykon. – Samo zapisywanie danych jest wbrew prawu, a sylwetki powinny być wymazywane w momencie zapisu – tłumaczy.

Panoptykon zapowiada, że jeżeli Google będzie naruszał prywatność, będzie interweniować u generalnego inspektora ochrony danych osobowych. Zorganizuje też happeningi uświadamiające ludziom ingerencję w ich prywatność.