• W listopadzie 2007 r. cofnął pan decyzję swojego poprzednika o uwolnieniu cen prądu dla gospodarstw domowych, w lutym zapowiedział pan zamiar ich uwolnienia od stycznia 2009 r., a teraz zdecydował, że jednak ceny nadal będą regulowane. Dlaczego?

- Ta sekwencja zdarzeń jest niepełna, bo były też istotne dokumenty określające warunki brzegowe uwolnienia cen. Zwróciłem uwagę, że uwolnienie jest możliwe, ale gdy zostanie wzmocniona konkurencja, urząd uzyska kompetencje adekwatne do stanu rozwoju rynku oraz gdy zostanie wzmocniona pozycja konsumenta. Spełnienie tych warunków to nie było zadanie tylko dla prezesa URE, ale również właściwych ministerstw i samych przedsiębiorstw, wymagało zmian systemowych. Przyznaję, termin był wyznaczony dość ambitnie, ale przy maksymalnym wysiłku był możliwy do spełnienia. Robiliśmy wszystko, co możliwe. Kolejny raz jednak okazało się, że państwo nie jest przygotowane do pełnej liberalizacji rynku. Dlatego podjąłem decyzję o tym, żeby tego rynku do końca nie uwalniać.

• Ceny hurtowe energii rosną, a więc i ceny detaliczne dla gospodarstw domowych będą musiały wzrosnąć. Jaki zatem jest sens utrzymywania kontroli tych cen?

- Brak uwolnienia cen w segmencie gospodarstw domowych nie oznacza, że ceny energii nie wzrosną. Oznacza tylko tyle, że nie będzie to wzrost niekontrolowany. Wzrost cen możemy tylko łagodzić, w pełni go nie zatrzymamy. Gospodarstwa domowe to najsłabsi uczestnicy rynku. Brak im wiedzy na temat rynku energii, świadomości, że mogą zmienić sprzedawcę, że mają inne prawa. W okresie przejściowym taryfy spełniają funkcję ochronną i taki jest sens ich utrzymywania. Kluczem do zrozumienia sytuacji jest to, co się stało w ostatnich latach w energetyce. W 2001 roku zrezygnowano z taryfikacji wytwórców, rozwijał się - w miarę konkurencyjny - rynek, można było myśleć o dalszej liberalizacji. Potem przyszła konsolidacja, która doprowadziła do monopolizacji sektora, a następnie nieprzygotowana decyzja o uwolnieniu cen. W efekcie w tej chwili zarysowują się dwie sprzeczne tendencje - dalszej liberalizacji i powrotu do regulacji. Albo cofamy się do punktu wyjścia, albo uciekamy do przodu i walczymy o konkurencję. Ja wybieram to drugie rozwiązanie.

• Zastopowanie uwolnienia cen będzie miało negatywny wpływ na wycenę firm energetycznych przygotowywanych do prywatyzacji i raczej opóźni rozwój konkurencji między sprzedawcami, ceny znowu będą prawie jednakowe na całym rynku.

- Jako regulator mogę powiedzieć, że w ramach swoich kompetencji dbam o konkurencję. Prywatyzacja to problem ministra skarbu państwa. Nie przesadzałbym z negatywnym wpływem na wycenę spółek. Taryfowanie grupy gospodarstw domowych nie oznacza tego, że firmy nie będą mogły zarabiać. Nie zabraniam spółkom konkurować z taryfami URE i składać alternatywnych ofert.

Z punktu widzenia rynku to jednak problem wtórny. Rozwój konkurencji w obrocie jest prawie niemożliwy wobec braku konkurencji w hurcie. To może się zmienić, jeżeli w Polsce powstanie transparenty rynek publicznego obrotu energią, na którym energię sprzedają wytwórcy, nie grupy kapitałowe. Wtedy regulator nie będzie aż tak potrzebny, bo wycena towaru zostanie dokonana na giełdzie.

• Wiele decyzji, w tym dotyczące kształtu hurtowego rynku energii, od których uzależnia pan uwolnienie cen, leży poza obszarem pana kompetencji. Jakie są warunki minimalne, od których spełnienia uzależnia pan całkowite uwolnienie rynku energii?

- Nie mam inicjatywy ustawodawczej, brak mi formalnej, potwierdzonej przepisami niezależności, wyrażającej się choćby w kadencyjności urzędu. Cały czas wierzę jednak, że są politycy, którym zależy na rozwoju konkurencji na rynku energii elektrycznej oraz na odbiorcach końcowych. Warunków, o których pan wspomina, jest kilka. Po pierwsze, należy zbudować płynny, transparenty rynek hurtowy w oparciu o giełdę energii. Tak jest np. w Hiszpanii i tak powinno być w Polsce. Po drugie, należy przywrócić niezależność prezesa URE, potwierdzoną w przepisach ustawy - Prawo energetyczne i przygotować narzędzia pozwalające mu na skuteczne regulowanie rynku w nowych warunkach. Po trzecie, należy uregulować system ochrony ubogich odbiorców oparty o pomoc społeczną. Po czwarte, konieczne jest zagwarantowanie szybkiej i prostej procedury zmiany sprzedawcy. Po piąte, przedsiębiorstwa powinny przyjąć wzorzec generalnej umowy dystrybucyjnej przygotowany w uzgodnieniu z prezesem Urzędu Regulacji Energetyki.

• MARIUSZ SWORA

adwokat, doktor nauk prawnych, adiunkt w Katedrze Prawa Administracyjnego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu; pracuje nad habilitacją dotyczącą działania organów regulacyjnych