• Za kilka tygodni pierwsza polska grupa energetyczna, czyli Enea, ma zadebiutować na giełdzie. Wpływy z emisji akcji mają zostać przeznaczone na finansowanie budowy nowych bloków energetycznych. Czy pana zdaniem plany inwestycyjne Enei są realne?

- Enea ma czytelne projekty inwestycyjne, jeśli chodzi o budowę nowych mocy w Kozienicach na węgiel kamienny - dwa razy po 1000 MW - i jasne plany związane z powołaniem spółki celowej z KWB Konin do budowy elektrowni opartej na węglu brunatnym ze złóż Gubin - 1000 MW. Wszystkie plany ma potwierdzone decyzjami korporacyjnymi i chociaż ich realizacja zajmie od ośmiu lat w Kozienicach do 12 lat w przypadku Gubina, to uważam je za wiarygodne. W przypadku budowy pierwszego nowego bloku w elektrowni Kozienice Enea ma już wydane wstępne warunki przyłączenia do sieci i jest to jedyna z zapowiadanych w Polsce inwestycji w nowe moce tak daleko zaawansowana.

• Nie ma powodów, żeby się obawiać, że debiut znowu zostanie opóźniony?

- Jeśli budowanie księgi popytu okazałoby się trudne ze względu na sytuację na rynkach finansowych, to wtedy będziemy się musieli zastanowić, czy wprowadzać Eneę na giełdę mimo to czy opóźnić debiut. Na razie mimo wszystko sygnały z rynku mamy takie, że zainteresowanie energetyką i Eneą jest duże. Zobaczymy, jakie efekty przyniosą mające trwać około dwóch tygodni rozmowy z inwestorami zagranicznymi, bo w dużej mierze od nich zależeć będzie powodzenie oferty, która, jak sądzę, będzie warta 2,5-3 mld zł.

• Do końca 2009 roku chcecie sprzedać wszystkie akcje, jakie Skarb Państwa ma w Enei. Dla kogo to będzie oferta?

- Prawdopodobnie będzie to formuła otwartego przetargu dla inwestorów branżowych. Mówimy o tej sprzedaży, bo poprzez zmiany właścicielskie chcemy poprawić konkurencyjność w energetyce, ale także dlatego, że od sprzedaży akcji Skarbu Państwa zależy, kiedy uprawnieni pracownicy Enei będą mogli objąć jej akcje. W 2009 roku chcemy osiągnąć z prywatyzacji 12 mld zł przychodów, a bez sprzedaży akcji Enei byłoby to raczej niemożliwe.

• Dlaczego Energa jako jedyna z polskich grup ma być bezpośrednio sprzedana inwestorowi branżowemu, z pominięciem wprowadzenia na giełdę?

- To nie jest przesądzone, że Energa nie wejdzie na giełdę, ale nie wykluczamy, że zostanie sprzedana inwestorowi branżowemu. Nie ma co udawać, że Energa zbuduje swoją przyszłość w oparciu o swoje elektrownie wodne. Jednak jeśli tego roku nie zmarnuje, dobrze go wykorzysta, to być może też stanie się ciekawą firmą do debiutu giełdowego. Zobaczymy, co zarząd Energi zrobi w najbliższym roku. Generalnie plany ma ciekawe, bo spółka chce zbudować 1000 MW w Ostrołęce i kilka źródeł mniejszych po 200-400 MW, być może w oparciu o gaz ziemny.

• Jaka przyszłość czeka kopalnie węgla brunatnego Konin i Adamów, które obsługu- ją Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin?

- Zleciliśmy wycenę kopalni i naszego pakietu akcji w PAK. Po wycenie zobaczymy, co robić. Mamy kilka wariantów, a jednym z nich jest sprzedaż kopalni i naszego pakietu akcji PAK inwestorowi, który w przyszłym roku kupiłby Eneę. Do tego jednak potrzebna byłaby zgoda Elektrimu, a jeśli by jej nie było, to zawsze pozostaje wyjście w postaci wprowadzenia na giełdę państwowych akcji PAK i oddzielnej prywatyzacji kopalni. W końcu musimy przyszłość PAK i kopalni jakoś rozstrzygnąć.

• Będziecie namawiać PGE i Taurona, żeby wzięły na siebie rolę animatorów publicznego rynku hurtowego energii, który w Polsce ma marginalne znaczenie?

- To są praktyki rzadko spotykane, żeby poprzez politykę właścicielską zmuszać firmy do takich działań. Decyzje dotyczące kształtu rynku energii to decyzje regulacyjne i jako takie leżą po stronie ministra gospodarki. Naszym zdaniem wart rozważenia jest pomysł zobowiązania wytwórców do bezpośredniej hurtowej sprzedaży energii na rynku publicznym, na przykład przez giełdę. To ułatwiłoby sprzedawcom dostęp do energii i pozwoliło na kreowanie w Polsce obiektywnych cen energii. Przed takim, czy podobnym rozwiązaniem największe grupy będą się bronić, bo niestety konsolidacja spowodowała, że rynek jest silnie skoncentrowany. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby chociażby wskutek inicjatywy poselskiej odpowiedni projekt ustawy znalazł się w Sejmie.